Jestem (twoim) ciałem. - Powiedziała dziś Dusza.

zapełnić brak

No bo tak. Jestem kreacją swojej Duszy: moje serce jest nią, moje myśli, moja świadomość są nią, moje ciało jest nią, moje energie są nią.

Jestem moją Duszą. Jesteśmy CAŁOŚCIĄ. Potrzebujemy jednak na chwilę rozłożyć się na części pierwsze, by wysprzątać doświadczenie, przywrócić struktury do pierwotnych wzorców i złożyć się na powrót w swojej boskiej postaci, bogatszej o doświadczenia ziemskiej drogi.

Uświadomcie sobie, że nawet teraz to nie ja piszę, a piszemy MY. Pisze moja Dusza, która zaplanowała, ale i obiecała opowiedzieć światu swoją historię. I tak od pięciu już lat.

Kiedyś i dziś, to całość

Dziś jestem małą dziewczynką. Mam szeć, może osiem, najwyżej dziesięć lat. Pracujemy nad tęsknotą za magicznymi krainami wczesnego dzieciństwa.

Moje ciało zatrzymało się na tym etapie, a potem jest wielka luka i ta luka jest też oddaleniem się mojej Duszy ode mnie, od ciała. Jeśli przebudzenie nastąpiło w trzydziestym siódmym roku życia, to nie było mojej Duszy przy mnie blisko trzydzieści lat. Powrót do domu ciała, to powrót do jedności Duszy z ciałem. Jedności, która pogłębia się wraz z każdą ściągniętą warstwą doświadczenia z nas.

Od trzech dni Dusza prosiła, żeby ugotować mleczną zupę z zacierką, taką, jaką mama często gotowała nam na śniadanie. Dodatkiem były kanapki z dżemem. Roczniki siedemdziesiąt, wcześniej i trochę później były pokoleniem „,mlecznym”. Takie były wtedy kanony żywienia przy okazji pustych półek w sklepach. Te czasy miały swój urok. Mniej mieliśmy, ale bardziej byliśmy.

Zupy mlecznej nie jadłam szmat czasu, a kanapki z białego chleba z dżemem to już w ogóle. Pamiętacie w szkole akcję kubka goracego mleka i słynne kożuchy? Dziecięca zmora (chacha), to były czasy.

Zbudować świadomość ciała

Dawać uwagę ciału, w moim przypadku (świadome połączenie po wielu latach) znaczy na tym etapie spełniać wszystkie jego prośby, tak, aby ono poczuło się i uwierzyło, że jest w dobrobycie i komforcie. W ten sposób transformujemy zapis niedostatku, potrzeby gromadzenia na zapas, zapis braku. Było nas dużo, kiedy tata rozpił się na dobre, często bywaliśmy głodni. Nie na tym jednak chcę się dziś skupiać.

Dać ciału świadomą uwagę, to wsłuchać się w jego przemawianie we mnie. Mam takie poczucie, że jesteśmy po wielu latach wreszcie świdomie połączeni i WIDZIMY się. Moim zadaniem jest sprawić, by ciało poczuło się komfortowo. Zrezygnowałam na razie z wszelkich praktyk „musztrujących” ciało na korzyść dawania mu CZUŁEJ OPIEKI. Kąpiele śnieżne, mata akupunkturowa, wszelkie musy i przymusy zdrowego stylu życia czy odżywiania, jakie całe życie na siebie nakładałam, a i tak nie przynosiło to większego efektu - wszystko na razie jest odstawione. Uczę się słuchać ciała. Ono na ten moment prosi jedynie o uwagę i poświęcanie mu czasu świadomego bycia w nim. Uczę się osadzać i BYĆ w ciele, ono pokaże mi moją ścieżkę do uzdrowienia.

Jak to się robi? Praktykując uważność ciała, myśli i emocji. Sygnałów jakie wychodzą z nas na różnych poziomach naszego wielowymiarowego bycia. Skupiam się także na wytworzeniu nowego stanu, czyli naturalnego osadzenia w ciele. Zmieniam w ten sposób schemat, który funkcjonował do tej pory: nie wychodzę już do kosmosu, tylko kosmos przyprowadzam do ciała tutaj. Odwracamy przepływ, ponieważ Bóg chce przyjść do nas Tu, by działać w nas i przez nas w tym świecie. Taka jest potrzeba nowych czasów. (Możesz poczytać o tym tutaj.) Zakotwiczam także przepływ energetycznyw ciele, robiąc codzienną praktykę źródłowego, ciepłego przepływu energetycznego z serca (lub z czakry korony) do wszystkich organów i matrycy ciała. 

Kto tak naprawdę prosi o tę świadomą uwagę? To Dusza w aspekcie ciała. I jest to powiem wam, zupełnie nowy obszar w jakim poznaję swoją własną Duszę. Serce wołało za Duszą, za Duszą woła także ciało, ponieważ ona jest tą przestrzenią, która daje mu źródłowy pokarm, czyli boską, najczystszą energię. Oczywiście da jej tyle, na ile sama zdołała powrócić do stanu źródłowego połączenia w ziemskim świecie nawarstwień (poczytasz o tym tutaj). Ty jako świadoma tożsamość - jedna z wielu przez wcielenia Duszy, możesz bardzo i realnie pomóc, wychodząc jej naprzeciw w procesach wewnętrznej transformacji. Ciało zbierało, ciało musi oddać. Jestem kosmiczną istotą ubraną w ziemskie ciało. TU jest na chwilę mój dom.

Terapeutyczne jedzenie

Ugotowałam dziś na śniadanie, na prośbę Duszy zupę mleczną z dzieciństwa. Przygotowałam kanapkę z dżemem i usiadam do stołu. Udało mi się w spokoju zjeść dwie łyżki. Ruszyła taka lawina łez i emocji. Ciało przypomniało sobie dobry czas. Przypomniało na poziomie smaku. Do ciała trzeba przemawiać jego językiem, więc fizycznymi zmysłami - pożywieniem, dotykiem, ruchem, kolorami ubrań, zapachem, słuchem.

Pierwsze lata dzieciństwa wspominam szczęśliwe. Pamiętam młodych rodziców, widzałam w nich to, co ich połączyło. Zapewne wtedy, jako dziecko nie zauważałam wielu spraw. Mama miała taką cudowną zdolność stwarzania nam przestrzeni zaopiekowania. Pamiętam rodzinne spacery, bajki na dobranoc, wyjazdy do babci, imprezy rodzinne, majówki, święta, podróże motocyklem, potem błękitną syrenką, wizyty na działce, drogę do szkoły przez akacjową aleję (pachniała obłędnie) i wiele naprawdę pięknych chwil. Moje wczesne dzieciństwo pamiętam jako magiczny czas, bo moje wewnętrzne krainy były pełne magii. Z latami, z trudami doświadczeń to wszystko gdzieś uciekło, a ja sama zapomniałam. Mam naprawdę sporo pięknych wspomnień z dzieciństwa.

Jednym z nich są właśnie śniadania, najchętniej te o jasnych letnich porankach lub w cieple kuchni o ciemnych, zimowych. W kuchni zawsze suszyło się pranie, zaparowane szyby, grające radio, kwiaty na parapecie, zapach zupy mlecznej, bułki z serem żółtym lub słodkie drożdżówki z piekarni. Moje małe, pulchne łapki i nóżki w rajstopach majtające, gdy siedziało się na dużym krześle dla dorosłych. To był dobry czas.

Mama poświęciła się nam w wychowaniu, choć może miała inne marzenia. Tatę pamiętam, jak w mundurze wychodził do pracy z wielkim pękiem kluczy, które charakterystycznie pachniały metalem. Pamiętam kanapki, które mama wręczała mu na drugie śniadanie. Czasem chodziliśmy do niego do pracy. To dopiero była atrakcja! 

Dzisiejszy mleczny posiłek przywrócił tamte wspomnienia. Obudził tęsknotę i żal za tym wszystkim. Pokazał, że nie wszystko było źle. My przesunięci w stronę swojego trudnego bieguna, zapominamy. Prawda jest jednak taka, że Ziemia jest światem lustrzanych odbić, gdzie każdy kij ma dwa końce, a każda sytuacja swój aspekt plusowy i minusowy. Grunt to umieć stanąć gdzieś po środku, w swojej osobistej wolności.

Uświadomiłam sobie, że całe moje życie tęskniłam do szczęśliwości wczesnych lat dzieciństwa w sobie. Tamto, w takiej postaci jak było, gdy się jest dzieckiem już nie wróci. Dziś jestem dorosła, a moi rodzice nie żyją. Natomiast wspomnienia to jest cenny skarb, który unosimy ze sobą w podróż istnienia.

Dzisiejsze śniadanie pozwoliło przypomnieć sobie w tak żywy sposób tamte lata. Pozwoliło też opłakać żal rozstania wszystkich tych lat i żal, że to już nie wróci. Trzeba to zaakceptować i puścić tęsknotę, zamknąć drzwi, które od lat tak naprawdę są już zamknięte, a żywe we wspomnieniach. Często jechałam do domu i byłam rozczarowana, że to już nie to. Że nie ma tam tego, do czego chciałabym wracać. Nawet przestrzeń, która nie zmieniła się jakoś mocno, po latach jest już inna, bo ja widzę ją inaczej. Dojrzałam. Jestem bogatsza w doświadczenia życia.

Dzisiejsze śniadanie jak pomost połączyło mi tamte lata z tym, co jest dziś. Pozwoliło zaakceptować czas rozdzielenia pomiędzy wczesnym okresem szczęśliwości i dzisiejszym. Wracamy, ale już w innej postaci, ponieważ upłynęła rzeka energii, przestrzeni i czasu. Zmieniłam się, dorosłam. Moja Dusza jest już też w innym miejscu. Szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa mają wielką moc. Otwierają ciało.

Zapełnić pustkę to znaczy w moim przypadku zaakceptować stan przepływu czasu, uznać ścieżkę życia, taką, jaką ona była. Zjednoczona w sobie i ze wszystkim w doświadczeniu, z podniesionym czołem mogę ruszyć naprzód w stronę słońca.

Miłość, to nie tylko wysokie stany jasnego światła. Miłość to także cicha akceptacja, którą przynosi zrozumienie/ ukojenie serca i umysłu.

Proces porządkowania plecaka doświadczeniowego często porównuję do odsuwania mebla, pod którym długo nie było sprzątane. Jest moment ekscytacji, bo oprócz kurzu i śmieci, znajdą się też przedmioty, które z całą pewnością warto podnieść i ocalić. To jak otwieranie skrzynki ze skarbami. Po wykonanych porządkach zostaną w plecaku najpiękniejsze diamenty waszych doświadczeń. 

Dusza siedzi cichutko jakaś taka rozluźniona...

 

Daj się zaprosić na ucztę życia.

W Diamentowym Domu Wewnętrznej Harmonii. 

 

Ps. Życie nasze bywa bardzo różne, możliwości także, ale to, co możemy naszym dzieciom dać, to DOBRE fundamenty, a one idą z wewnątrz. Fundamenty są jak solidna wędka. Pozwolą późniejszym dorosłym nałowić tyle rybek w drodze życia, ile tylko będą chciały.

 

 

 

Prawdziwy Mistrz zawsze jest gotowy stać się uczniem.

Pozdrawiam was Ziemscy Wędrowcy.

 

 

 

 

 

Powiązany wpis: 

Dzieci Gwiazd.

Powrót do Domu ciała: po pierwsze energia.