O wspólnym z Duszą Teraz. W perspektywie świadomego istnienia.
Ciepłą, sierpniową nocą, oglądając niebo, wspominałyśmy z Duszą młodość i tęsknotę do gwiazd.
Przyszły wreszcie sierpniowe, upalne dni i ciepłe noce. Wychodzę patrzeć w gwiazdy, czego nie robiłam od jakiegoś czasu. W młodości lubiłam letnimi nocami przesiadywać na balkonie lub na boisku szkolnym, by patrzeć w gwiazdy. Czułam wtedy jakiś rodzaj ukojenia, wewnętrznej szerokości, wyciszenia, dystansu, spokoju. Czasem tęsknotę, mgliste pojęcie czy poczucie, może wspomnienie, nienazwaną, nie do końca uświadomioną, uchwytną myśl, że tam jest mój Dom. Dziś rozumiem, że te stany we mnie, były bliskością Duszy. Jej perspektywą.
Wczoraj, gdy patrzyłyśmy w gwiazdy, ona przypomniała mi tamten czas. Uświadomiła, że w tym patrzeniu, była razem ze mną. Emocje i stany, które wówczas czułam, były jej obecnością przy mnie. Obecnością przynoszącą ukojenie, ale także tęsknotę. Wtedy tego nie wiedziałam, teraz już rozumiem.
Dawno nie patrzyłam w gwiazdy. Dziś ma to już inną naturę: kiedyś dawało uczucie ulgi, wentyl od świata i człowieczeństwa, koiło tęsknotę. Teraz, szerokość i wolność, których tam szukałam, mam w sobie. W tamtym czasie patrzenie w niebo przynosiło Duszy ulgę od dusznej, ciasnej, zamkniętej Ziemi, od labiryntów tutejszych dróg. Było powiewem wolności, wspomnieniem kosmiczności, głębokim pragnieniem serca, by się z tym zjednoczyć. Dziś, spoglądanie w gwiazdy jest cichym zachwytem człowieka wrośniętego w życie, który czuje się na swoim miejscu. Stabilną radością, utwierdzaniem, że i my jesteśmy, tu na Ziemi, cząstką kosmicznego istnienia. Jeśli jeszcze za czymś tęsknimy, to czasem za spotkaniem z gwiezdnymi braćmi. Bywa, że nagle pojawia się we mnie taki odcień Duszy, który jest tęsknotą za kimś lub czymś, co jest tam, w gwiazdach właśnie.
Nasze z Duszą Teraz
Tymczasem jesteśmy tu. Procesami ostatnich miesięcy, przyszła akceptacja, głęboka zgoda na ziemskie życie takie, jakie ono jest. Przyniosło to wewnętrzną wolność, od oczekiwań w stosunku do siebie i świata. Stanięcie w Teraz, zanurzenie w przepływie życia na kolejnym poziomie, w ciele zaś kolejne zjednoczenie. Nasze z Duszą Tu i Teraz jest byciem w ciszy, zachwycie, harmonii, radości życia, jedności z Matką Planetą. Jest zgoda na opalizowanie człowieczeństwa w każdym wymiarze: jedności światła i cienia w nas, światła i cienia w Duszy. To daje głęboką wolność.
Źródłowe jakości Duszy
Wydaje się, że są to te jakości, które Dusza, wraz z ostateczną transformacją loguje we mnie i w ciele, tak, jakby chciała wytapetować swój ziemski dom ulubionymi kolorami, wibracjami, jakościami. Urządzić go tak, by sprawiał jej radość, był przyjemny, by można było wracać do niego z radością, z przyjemnością (człowiek, kreacja Duszy). Widzę też wyraźnie, że Dusza sprawdza, testuje nowe jakości połączenia, istnienia z człowiekiem i w człowieku. Dokonuje zmian, przedstawień, prób przepuszczania i działania tego w ciele. Myślę, że to są jej źródłowe jakości, które ona przynosi do człowieczeństwa. Są one ze mną doskonale kompatybilne na każdym poziomie: serca, ciała, świadomości. Prawdopodobnie to nimi Dusza będzie chciała emanować do świata (krystaliczność). To jednak wydaje się być sprawą drugorzędną w tym momencie. Istotniejsza jest transformacja, wyścielanie człowieka sobą, swoimi jakościami, przyozdabianie, przygotowywanie go na obecność boskości (przenikanie Duszy do ciała).
Przygotowywanie człowieka, wypełnianie go źródłowymi jakościami, jest czymś w rodzaju hołdu składanego Bogu przez Duszę, którego ona widzi między innymi jako Wielkiego Rodzica. Chodzi o to, by stać się godnym reprezentantem Obecności Boskiej i przepływu ziemskiego życia, obecności energii Matki Planety. Być atrakcyjnym dla Duszy. Rozwinąć się tak, aby ona patrzyła na nas z radością i dumą. Być jej kreacją, najpiękniejszą wizytówką. Oto jest cel ewolucji jednostki. Co później, jest już przejawieniem Duszy do i dla świata. Nie wątpię w to, że każda Dusza chce reprezentować Boga jak najpiękniej i wykonywać dla Niego pracę jak najlepiej. To w nas Bóg tutaj, może zaistnieć w sposób najczystszy. Właśne wtedy, gdy Dusza i człowiek wykrystalizują się. Wykonanie, czy przygotowanie tego jest zadaniem Duszy. Jej umową z Nim.
Nasze wspólne bycie w Teraz, jest świadomym współistnieniem. Zanurzeniem w życiu, w ciele. To wdzięczność, szacunek, wciąż jeszcze trochę niedowierzanie, że to się udało (i udaje). Jest celebracją codzienności, przepływem z Rzeką Życia. Świadomym zarządzaniem sobą, swoją ścieżką. To dziecięce wybuchy radości, wzruszenia, śmiech, mądrość Wewnętrznego Mistrzostwa (kategoria w nas). To siła, która urodziła się z drogi, z przewędrowania siebie. To pogłębiająca się wzajemna z Duszą więź. Nieustanne powielanie się piękna. Pokora wobec zasad tutejszego świata, ale także odwaga, by te zasady przekraczać, gdy jest na to zielone światło. To ekscytacja podróżnika i badacza. Wolność, która mieszka w ograniczonym i tak niezwykłym jednocześnie ciele. Tym bardziej to doceniam, gdy widzę cierpiących ludzi wokół, gdy spotykam Dusze, którym droga się nie powiodła. Głęboki szacunek i jednocześnie docenienie. Mamy prawo i powinniśmy być z siebie dumni.
Ziemski cel Duszy
Kilka razy w ciągu dnia Dusza obejmuje mnie wzruszeniem i radością. Daje znać, że jest szczęśliwa na Ziemi. Osiągała dom w tak nieoczywistym świecie i w tak nieoczywistej konstrukcji, jak człowiek. I to jest podstawowy cel jej drogi: przyszedłeś tu, by celebrować spełnione życie w radości. Takie było założenie, że osiągniesz ten stan.
Cieszą nas odcienie życia. Tego prostego przy ziemi, najbardziej. Na przykład przygotowanie zapraw, to swoista forma medytacji. Zapadamy wtedy z Duszą w głęboką, cichą radość i osadzenie w życiu. Wszystko wydaje się być w doskonałym miejscu: kuchnia pachnie świeżym chrzanem i koprem. Przez otwarte szeroko okna, sączy się letnie, ciepłe popołudnie. Nie ma granic. Jesteśmy zjednoczone z Nurtem Istnienia. Dobra muzyka lub cisza, filiżanka matchy i jesteśMy. Albo wyprawy do sąsiadki po jajka, rozmowy na ganku pod kasztanem. Zbieranie ziół na święconkę do kościoła na Matki Boskiej Zielnej. Wyprawy na grzyby, piesze wędrówki, bycie z rodziną. Kawa z mężem w kawiarni, wyjazdy nad morze, w góry. Poranki pełne życia i sentymentalne zachody słońca. To cudne, wspólne z Duszą wieczory, śpiew cykad i szaleństwa jaskółek na zmierzchającym niebie. Dusza to wszystko uwielbia i cieszy się, że może doświadczać wspólnie w krystalizującym się człowieczeństwie. To tak, jakby sobie wreszcie umyła szyby człowieczego okna na świat. Trwało to dziesięć lat i było głębokim procesem.
Kiedyś często z tęsknotą patrzyłyśmy w gwiazdy, by złapać oddech. Dziś już nie ma takiej potrzeby. Gwiazdy, wolność i przestrzeń mamy w sobie.
W istocie rzeczy jesteśmy na chwilę w Tu i w Człowieczeństwie. Być może wciąż w zapomnieniu. Nigdy jednak nie przestaliśmy być kosmicznymi podróżnikami. To dzięki Duszy. Ona jest twoją drogą do wolności, pamięci, szczęścia, promieniem Boga w nas. Lepszej ścieżki nie znalazłam.
Ps. Od zawsze lubimy z Duszą słuchać opowieści starszych ludzi o dawnych czasach, uczestniczyć w ten sposób na chwilę w historii ich życia. Często mam wtedy poczucie, że to swoista forma spowiedzi Duszy. Oczy mówiącego rozświetlają się, ożywiają, a człowiek jak to na Ziemi, opalizuje paletą odcieni piękna i trudu. W chylącym się ciele znów tańczy iskra życia, a Istnienie na moment objawia swą mistykę i nienazwaną tajemnicę. Za każdym razem w innym odcieniu.
Najpiękniejsze, co możemy sobie nawzajem tutaj dać, to obecność, czas, który warto jest przeżyć najpiękniej jak się da. Dla siebie - to jasne, ale także, by stać się dla Duszy dobrym wspomnieniem.
Myślę, że Dusza jest koneserem życia, badaczem jego odcieni w różnych światach i wydaniach. Może w ten sposób studiuje Boga i swoje miejsce w Nim?
- Dziękuję. - Mówi Dusza.
I ja, za wspólną, wielką przygodę w perspektywie świadomości.
JesteśMy Świątynią Życia Kochani.