"Czułem się zupełnie, jakby świat zrzucił jedną z zasłon. Słyszałem ptaki śpiewające o kilka kilometrów dalej, słyszałem, jak kilka kilometrów dalej ktoś otwiera okno i jak kilka kilometrów dalej ludzie rozmawiają o miłości."/ Haruki Murakami, Słuchaj pieśni wiatru.

Tu i Teraz.

Bóg zapragnął i stało się życie. A ono było światłem. Światłem jesteś człowieku. Żyjesz.

Pytacie: nie piszesz. No tak, bo w sumie nie wiadomo o czym, a to co się czuje, jest trudne do ujęcia.

Teraz

Huśtawka energetyczna: bywają dni odcięcia od rzeczywistości, silnego przeniesienia do energetycznego świata. Wtedy widzę wyraźnie jak bardzo nie należę już tu. Lub bywają dni kiedy jestem w tu i teraz w cichym, w pełni świadomym zanurzeniu w rzece życia, w materii tego świata. Skrajne stany od poczucia zjednoczenia ze wszystkim, do poczucia, że się tak bardzo nie jest już tutejszym. A wszystko prawdziwe: ciałem należysz do Ziemi, duchem do Wszechświatów. Do Boga samego.

Stany zawieszenia i stany wzruszenia, stany ekstatyczne i stany wielkiej ciszy. Wschody i zachody. Słońca, księżyce. Wirowanie Wszechświatów, drogi Dusz. Wszystko w boskim porządku rzeczy. Poranny śpiew ptaków na pochwałę życia. Intensywny, że wydaje się czasem wrzaskiem w ciszy bycia. Noc zlewa się z dniem, czasu nie ma. Ziemskie życie tu jak cienka muślinowa zasłona. Delikatne, a jednak nieprawdopodobnie silne. Różnorodność, ciało, narodowości, języki, systemy, nakazy, zakazy, wszelka inność - iluzja oddzielenia i piękno jednocześnie. Może na tym polega wyjątkowość tego świata?

Chęć zanurzenia w materii i chęć ucieczki od niej. Uczucie wielkiej mocy.

Odchodzi to, co składało się na dawne życie. Błahość ludzkich spraw i potrzeba bycia w nich, dla poczucia, że się jeszcze istnieje tu. Taka zabawa w ziemską grę. Jest potrzeba uziemiania się, trzymania życia, żeby poczuć, że się JEST.

Dusza mówi: zobaczysz świat z mojej perspektywy. Zobaczysz istnienie z perspektywy Boga. Jednym jesteśmy.

Bo każda Dusza wie jak to jest. Jest przecież częścią Boga, częścią Stworzenia. Tutaj to kwestia ewolucji człowieka i Duszy, aby móc to zobaczyć. Zobaczyć perspektywę Duszy, czyli Boga.

Życie mnie ciągnie, zwykłe, codzienne. Chce mi się iść od duchowości zostając w niej jednocześnie: w sobie, w sercu, w przyrodzie, w Duszy - w Bogu czyli. Chce mi się uciekać od zgiełku świata, od ludzi. I chce mi się być jednocześnie razem, odczuwać moc wspólnoty, radość pomagania.

W samotności mogę się w pełni rozłożyć, jednak to świat zewnętrzny pozwala mi bardziej zrozumieć, zobaczyć siebie. Stany naturalne dla mnie, takie, których nawet nie zauważam, materializują się w zwierciadle drugiego człowieka i wtedy przychodzi uświadomienie.

Jesteśmy boskim odbiciem. Bóg także postanowił stworzyć życie, by móc w nim oglądać siebie samego. Wszystko jest w ruchu. Wszystko jest energią. Tłum ludzi, to dla mnie tłum Dusz ubranych w ludzkie ciała. Widzimy się.

Dusza stwierdza: płaczesz. - Tak. - Dlaczego? - Nie wiem. Czuję wzruszenie.

Milczymy. Bóg milczy z nami. Słowa niepotrzebne.

- Jak ty dajesz radę Duszo w tym rozmyciu wszystkiego? - Jestem przyzwyczajona (śmiech). Dusza poważnieje: to jest mój stan naturalny. Po to przybyłam na Ziemię, żeby poczuć jak to jest nie doświadczać nieskończonego.

Wszystko jest potrzebne.

 

Pragniemy poznawać inne cywilizacje będąc nieświadomymi wyjątkowości tego, co mamy tu. Taka specyfika.

Dusza mówi: w naszym Wszechświecie jest dwanaście materialnych światów. To niewiele, bo duchowych/ energetycznych są setki tysięcy.

Więc w sumie: możemy się czuć uprzywilejowani. ;)

 

Okazuje się także, że kiedy stajesz się istotą światła, jesteś też międzywymiarowym portalem do przemieszczania się Dusz między przestrzeniami.

 

Zapadam się.

W nieskończonej.

Sobie.

 

Ps. Oddzieliłam ziarno od plew. Teraz mogę zacząć cieszyć się plonami.

Słuchaj w sobie pieśni wiatru zmian.