Powiedz ludziom, powiedz koniecznie, że jesteśmy czującymi, żywymi istotami i że bardzo pragniemy istnieć w ich życiu. /Drzewa.

Powiedz ludziom, powiedz koniecznie.

To był naprawdę niezwykły czas. Dąb Krzesimir wołał z przestrzeni od marca. Ustawiliśmy się nawet na kwietniowe spotkanie, jednak wiedziałam, że ono nie dojdzie do skutku i tak też się stało. Kiedy Sebastian po raz kolejny napisał, że dąb czeka, podjęłam stanowczą decyzję: trzeba ruszyć tyłek ze strefy komfortu i jechać do drzewa. Ono przecież do mnie nie przyjedzie.

Umówiliśmy się na ostatni weekend czerwca. Tym razem była wewnętrzna pewność, że przestrzeń sprzyja i sprawy dojdą celu. Czułam silne parcie Duszy. Ona wysyłała. Prawdopodobnie był na to odpowiedni czas. Zawsze wszystko zadziewa się dokładnie wtedy, kiedy powinno być.

Dwa tygodnie przed wyjazdem widziałam, że Dusza mocno się szykuje na to spotkanie, układając przestrzeń, energie i ludzi, których spotkam po drodze. Dusza zadba by puzzle zdarzeń sprawnie wskakiwały na swoje miejsce i przestrzeń ułożyła się gładko pod wyprawę. Zadaniem człowieka jest jedynie wypełnić energię działaniem w materii. Dusza się szykuje, dąb się cieszy, ja nabieram wewnętrznej pewności, że TRZEBA jechać. Dobrze czuję potrzebę Duszy. Kiedy ona się objawia nie dyskutujesz, tylko robisz, co jest do zrobienia, czując silne, wewnętrzne parcie. Tak realizujesz zadania Duszy, a Wszechświaty cię wspierają.

Przejazd układa się doskonale i zadziwiająco płynnie. Jestem przyzwyczajona do doskonałego biegu spraw. Odbieram to jako potwierdzenie drogi. Transport bezproblemowo, lokum bezproblemowo, zdarzenia i ludzie jak w zegarku. Ostry skwar ustępuje na dwa dni. Wszystko doskonale zgrane.

Okolica, do której przyjeżdżam zachwyca widokiem, cofając do wspomnień z dzieciństwa. Miasteczko małe, dość zadbane, leniwie toczące rytm w wakacyjne upalne dni. Tu się nikt nie spieszy, ludzie żyją swoim rytmem. Stara, ceglana stacja kolejowa przypomina dawne stacje z filmów przedwojennych. O jakże znajomy mi klimat. Wychowałam się w podobnym miejscu. Radość serca. Myślę o Duszy Sebastiana: wybrała doskonałe miejsce na narodziny leśnego człowieka. W bliskości przyrody, z dala od zgiełku świata.

Równiny wielkopolskie pokryte łanami przedwcześnie dojrzałych zbóż, przełamane samotnymi drzewami i pasmami lasów są ucztą dla mojego oka i serca. Przestrzeń wita śpiewem polnych ptaków.

Do gospodarstwa, gdzie będę nocować, idę piechotą. Jest czas żeby przyjrzeć się okolicy i nawiązać kontakt z przestrzenią. Idę powoli w radości serca. Czuję się cudownie wolna. Nie spieszno mi. Jest pięknie. Samo gospodarstwo agroturystyczne wita zapachem lipowej alei i pięknymi widokami pól dojrzałego rzepaku. Gospodarze przemili, pokoje nowe, schludne, czyste.

Jestem także nieźle zdumiona. Przyjeżdżam z Pomorza, z zielonej krainy nad morzem, tym czasem w Wielkopolsce wita mnie dzika susza. Stan ziemi i zbóż w stadium późnego sierpnia, a mamy dopiero początek wakacji! Szok. Mogę na własne oczy zobaczyć efekty zmian klimatycznych. Trudna sytuacja przyrody i ziemi będzie częstym wątkiem naszych rozmów. Oboje z Sebastianem mamy świadomość zmian, które się w tej chwil dzieją na Ziemi i niszczącego działania ludzkości na przyrodę. To będzie w ogóle takie spotkanie, gdzie radość i wielowymiarowość będzie się przeplatać z troską o drogę Ziemi i ludzkości. Ani to dobre, ani to złe. Życie w pełnej krasie, gdzie trudne i piękne przeplata się we współistnieniu.

Postanawiam niczego nie projektować, niczego się nie spodziewać. Otwieram się na bieg zdarzeń, pozwalam sprawom się dziać. Wiem, że wszystko wydarzy się w najlepszej wersji. W ciszy serca poddaję się boskiemu przepływowi i prowadzeniu Duszy.

Leśna Dusza

Kiedy spotykam Sebastiana, jest bardzo serdecznie i naturalnie. Spotykam przecież starego znajomego. Nasze Dusze znają się od dawna. Chwila spojrzenia w oczy, pływ na przestrzeń serca i wszystko się idealnie łączy.

Sebastian współistnieje w cichości i szacunku dla innej przestrzeni. To wciąż bardzo rzadkie. Tak powinny wyglądać relacje piątego wymiaru, które polegają na współbyciu, a nie agresji energetycznej. Jego obecność jest naturalna, cicha i łagodna jak obecność ukochanej osoby albo przyrody właśnie. Natychmiast wpuszczam go do osobistej, bezpiecznej przestrzeni. Chciałabym, aby można było tak ze wszystkimi.

Dusza się wita. Jest okazja uścisnąć się w materii. Wzruszam się. To niezwykłe: Wszechświaty spotykają się w jednym czasie i przestrzeni. Mistyka. Materializacja. Głęboka łączność z poziomu Dusz i serc, nawiązuje się natychmiast. Wszechświaty patrzą.

Dzień pierwszy: Dębowa ewolucja, polny spacer i szamańskie Siostry Topolanki

Zanim ruszamy w wieczorno-nocną wędrówkę, rozmawiamy. Potrzebujemy się nagadać nim ruszymy w królestwo przyrody. Wędrówki odbywają się wieczorem i nocą. Gorące dni nie bardzo im sprzyjają. Okazuje się też, że ludzkie oko świetnie widzi w nocy. Uśmiecham się w sobie. Czuję wsparcie energetyczne. Po godzinach podróży nie czuję ani krzyny zmęczenia. Jestem gotowa do drogi. Dusza wspiera.

Na miejsce docieramy rowerami. Jest późne, letnie popołudnie. Świerszcze grają w zbożach, w przestrzeni bezruch letniego, popołudniowego skwaru. Kiedy docieramy do dębu, zaskakuje mnie niezwykła czułość z jaką Sebastian wita się z Krzesimirem. Widać, że łączy ich głęboka więź. Zastanawiam się czy i mi będzie dane ją odczuć. Tak się stanie. Zanim wyjadę, będę zakochana w drzewach. To komunikacja serca. Gatunek ludzki, roślinny czy każdy inny nie ma znaczenia. To tylko (i aż) powłoka.

Szybko okazuje się, że spotkanie z Dębem odbywa się na poziomie Duszy. To ona miała się z nim spotkać. Ja miałam być materialną manifestacją tego spotkania. To niezbędne, bo duch i materia w zjednoczeniu mają boską sprawczość gotową odmieniać bieg rzeczy.

Dusza moja i Dusza drzewa szybko wybywają w swoich sprawach. Dębowy Mędrzec zostaje wprowadzony do jakiś wysokich struktur Rady Ziemi. Dla niego to oznacza spełnienie jego drzewnego życia i skok ewolucyjny do kolejnego poziomu rozwojowego. W dalszym czasie wiem, że spotkanie to owocuje odbudowaniem podziemnej sieci komunikacyjnej drzew. Ta sieć energetyczna była w pradawnych czasach formą podziemnego internetu, dzięki któremu drzewa mogły komunikować się ze sobą, przesyłając informacje na całej planecie. Sieć ta została w znacznej części uszkodzona i zniszczona, efektem czego zaburzyła się komunikacja i przepływ informacji w świecie drzew. Teraz jest to odbudowywane, a ja poprzez energetyczne korzenie wyrastające ze stóp i rąk uzyskuję do sieci dostęp. Proces robi mi dąb, który otwiera także dostęp do swobodnego korzystania z mocy drzew. 

Uświadommy sobie: szukamy cywilizacji w kosmosie, podczas gdy obok nas żyje tyle innych. Na przykład właśnie cywilizacja drzew. Istoty drzewne żyją obok nas, tworząc leśne metropolie, parki, przydrożne szpalery. Z ich dobroczynnego działania regularnie korzystamy. Dlaczego traktujemy je jak przedmioty?

Śpimy głębokim snem. Potrzebujemy sobie przypomnieć prastarą wiedzę Ziemi, której jedną z podstawowych prawd jest fakt, że wszystko jest żywe. Wszystko czuje, a my jesteśmy z tym jednością. Częścią, a nie panami koła życia.

Spędzamy kojące popołudnie w ciszy Dębu, w połączeniu z naturą, podziwiamy przecudne widoki horyzontów pól i zachodzącego nad nimi słońca. Owady grają zajęte swoimi sprawami. Ciekawa ludzi sarna przygląda się nam, by zaraz potem dać pokaz wdzięcznych skoków przez łany zbóż. Ależ to akrobatka, lekka niczym baletnica. Wszystko jest doskonale, wszystko płynie. Wielkie połączenie. Jesteśmy na właściwym miejscu, we właściwym czasie. Rozmawiamy niewiele. Słowa są zbędne. Wszechświaty patrzą. Dąb Krzesimir ulatuje gdzieś do przestrzeni. Czuć, że nie ma go z nami. Mojej Duszy też nie ma. Kiedy czas się wysyca, idziemy w dalszą wędrówkę. Dusza mówi: idźcie, nie czekajcie. Wrócimy później.

Siostry Topolanki

Do topolowych sióstr prowadzi piaskowa, polna droga wśród łanów zbóż. Droga, przyjemna z drobnym piaskiem. Biegałam po takiej boso u babci w dzieciństwie. Wzruszona i radosna ściągam czym prędzej buty, by poczuć łączność z Ziemią. Idziemy niespiesznie, uważnie stąpając by nie zakłócać mrówkom ich polnych traktów. Wewnętrzne dziecko ucztuje.

Zanim docieramy do topól, znajduję na ziemi piękne pióro myszołowa. Wiem, że to podarunek dla mnie. Nie wiem tylko, że od drzewnych sióstr. Przygotowały go do szamańskiej inicjacji, która za chwilę się odbędzie, jak tylko dołączę w materii.

Topole są piękne, dorodne. Rosną obok siebie splecione koronami, jakby trzymały się za ręce. Jedna z nich dowodzi, druga ją wspiera. Intuicyjnie z Sebastianem podchodzimy do dowodzącej. Wkrótce, mój przewodnik ustępuje mi miejsca. Wewnętrzne procesy rozpoczynają się szybko. Najpierw jest płacz, z głowy uchodzą szare energie. Topole ściągają coś, co nie jest moje, w tym także tęsknotę za Duszą. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo było widać ją w moich oczach. Pokazują to zdjęcia, a ja nieczęsto się fotografuję. Po ściągnięciu szarych energii jest mi lżej. Zaraz potem widzę siebie z jastrzębim piórem zawieszonym na szyli jak talizman. Topole prowadzą do kręgu śpiewających szamanów. Jestem tam od nich. Zostaję przyjęta.

Nie wiem co będzie dalej. Nie wiem jaki jest tego potencjał. Doświadczenie pokarze, przyniesie wiedzę. Sadzę, że uzyskałam dostęp do wiedzy topolowego rodu.

Jestem wzruszona i bardzo wdzięczna. Nie czuję jak z oczu płynie rzeka łez. Topole otulają, przyjmują w opiekę ludzkie dziecię. Wiem, że od dziś jestem w ich wsparciu. Kiedy jest czas odchodzić nie mogę się odkleić od drzew. Nie chcę wracać do ludzkiego świata. Siostry Topolowe uspakajają: przyjmij życie takim, jakie ono jest. Ściągają uczucie zmęczenia i ciężaru życia, które w ostatnich tygodniach mocno dawało o sobie znać. To nie moje. To zbyt mocne, zbyt ciasne. To nakładka.

Dziękuję drzewom. Ze zdumieniem zauważam, że każde z nich ma swój osobisty zapach, dokładnie jak my i wszystko, co żyje. Każda leśna Dusza pachnie sobą. Pachnie wyjątkowo. Siostry także, a każda inaczej.

Mam wrażenie, że byłam u topól za krótko. Znajdę je w mojej okolicy. Czuję z nimi silną, kobiecą więź. Z topolami przyjaźniłam się w porzednich wcieleniach. Czas sobie przypomnieć. Jesteśmy innymi sobą.

W drodze powrotnej od szamanek siadamy na skraju lasu by odpocząć, porozmawiać i zjeść. Jest pięknie. Jest doskonale. Mamy czerwcowe, ciepłe, białe noce, gdzie słońce chowa się płytko za horyzontem długo oświetlając niebo łuną zachodu. Głębia gwiazd zaprasza do nas Wszechświaty.

Żegnamy się z Sebastianem na jakiś czas z poziomu Dusz. Nasze Dusze bardzo się lubią, doświadczają razem. Po opuszczeniu Ziemi, każda z nich wyruszy w swoją osobistą drogę. Ich rzeki życia rozdzielą się na okruch zdarzeń, by kiedyś tam znów się połączyć. Wiemy to dobrze. Kiedy się spotkamy, wspomnimy naszą wspólną, ziemską drogę i pewną wzruszającą leśną wędrówkę wśród drzew, nocy i gwiazd. Przytuleni płaczemy, choć w sercu mamy akceptację.

Wkrótce zacznie świtać Zbieramy się do drogi. Jeszcze niewielki czas spędzamy w ambonie na skraju pola, obserwując horyzonty zbóż z góry. Wędrówka kończy się nocnym powrotem. W ogóle nie czuję senności.

Dzień drugi: Wierzba Darina, kosmiczny Dąb Orion i Jesionowa Aleja Księżycowych Wędrówek, gdzie spotykam drzewną postać siebie samej

Kładę się spać po trzeciej, po nocnej rozmowie z mężem. O dziewiątej już na nogach. Do jedenastej wyleguję się w łóżku, oglądając w telewizji stare polskie seriale, które uwielbiam. Potem na miasto, na kolejną wycieczkę, po drobne zakupy i do bistro Paleta Smaków na pyszny chłodnik. Z Sebastianem spotkamy się około siedemnastej. Czeka nas kolejna wędrowna noc.

Między czasie fajne zdarzenie: kiedy budzę się rano, mam chęć na zupę kalafiorową, którą postanawiam ugotować jak tylko wrócę do domu. Za niedługą chwilę dzwoni gospodyni w zaproszeniem na poczęstunek. Zgadnijcie co serwuje ;) Czy to ja sczytałam pole, czy to ona odebrała moje myśli? A może Dusza sygnalizuje co będzie? Takie rzeczy dzieją się często.

Gospodarze to przemili ludzie, uczynni, otwarci. Zupa jest pycha z ogromną ilością świeżego kopru i natki. Pijemy kawę, rozmaiwamy ze dwie godziny o absurdach tego świata. To jest piękne, że my już to zauważamy. Żeby chcieć zmian, trzeba widzieć nieprawidłowości.

W drugi dzień mojego pobytu w miasteczku odbywa się festyn, na którym gościnnie grał Gang Marcela, ten od posenki o złamanych sercach. Zespół nocował pokoje obok. Mijaliśmy się.

Kiedy pojawia się Sebastian, znów rozmowy. Około dziewiętnastej ruszamy w drogę. Dziś dzień jest bardziej upalny. Rowerami jedziemy do wierzby Dariny. Drzewo robi wielkie wrażenie. W jego wodnej, chłodnej aurze, życie przeplata się ze śmiercią w sposób tak naturalny. Wierzby, chyba jak żadne inne drzewa, pokazują prawdziwe oblicze rzeki życia, gdzie cykl narodzin i obumierania istnieje w naturalnym porządku. Wierzby to panie bagienne, królowe pogranicza światów żywiołu ziemi i wody. Wierzby to stare wieszczki, czarownice, lekarki Dusz.

Sebastian zostaje pod drzewem, ja mam potrzebę pójść boso piaszczystą drogą wśród pól. Słusznie. Wszystko jest poukładane. My mamy tylko płynąć z wewnętrznym prowadzeniem. Sebastian spisuje wierzbowe przesłanie, ze mną przestrzeń i wierzba pracują na odległość. Dzieje się wiele oczyszczających Duszę procesów. Wierzba zagląda do poprzednich wcieleń, ściąga warstwami, kolejne pokłady energetyczne. To dzieje się także na poziomie otaczającej nas przestrzeni.

Znajduję dziki czosnek, wysiewam go w symboliczne nowe. Wracam ścieżką pełną zwierzęcych tropów, dokładając do nich ślady ludzkich stóp. Wszystko to w zgodzie ze sobą. Wszyscy jesteśmy jednym, choć czujemy się oddzieleni. Kiedy wracam, Sebastian wzruszony dzieli się wierzbowym przesłaniem:

    • A gdy już świat się uciszy,
    • zboża gawędzą chrzęstami
    • Biegną tu do mnie myszy,
    • Starymi zdążając ścieżkami
    • Lud pól szerokich i wielkich
    • Tunele drąży u pnia
    • Zakamarek znają mój wszelki,
    • Gościnną jestem im ja
    • I pająki te z głębin cienia,
    • Przędą tu swoje sieci,
    • Nić przeznaczenie odmienia,
    • Wszystko to moje dzieci,
    • Błogosławię im cieniem i chłodem,
    • Życie splatając ze śmiercią
    • Tu każdy jest jego powodem,
    • Ja ich odwieczna pamięcią
    • Ptasie plemię powitam,
    • Każdego poranka mych gości,
    • Co u nich zawsze popytam,
    • I cieszę z różnorodności
    • Szpak, dudek i trznadel,
    • Piosenką dźwięczą wesołą
    • Gąsiorek ostrzami swych szabel,
    • Pustkę maluje wokoło,
    • W piaskach bagienne wspomnienia,
    • Jeszcze powiedzą coś czasem,
    • Książką są przeznaczenia,
    • Czytamy tu z całym lasem
    • Chodź przystań na chwilę i usiądź,
    • Przestrzeń tą poczuj sercem,
    • Nie myśl tylko zaufaj,
    • Pokażę Ci jeszcze więcej
    • A gdy już wsłuchasz się w siebie,
    • I smutki wypłyną z ranami,
    • Pomogę Ci w tej potrzebie,
    • Razem je pożegnamy…
    • Dąb Orion

      W drodze do dębu, który rośnie nieopodal, spotykamy spacerujących ludzi i dzieci bawiące się w zbożu. Widzę, że wierzba pracuje z ich Duszami na odległość. Uświadamiam sobie jak bardzo ważne jest, byśmy byli w pobliżu przyrody lub w zjednoczeniu z nią. Ta piękna, bezwarunkowa przestrzeń dana jest nam od Matki Ziemi do uzdrawiania, kojenia i regenerowania sił. My, ludzie, bardzo tego potrzebujemy, ponieważ żyjemy w oddzieleniu od boskiego światła, od natury, która przynosi nam boskość w czystej, źródłowej postaci. Tym bardziej potrzebujemy być w jej uzdrawiającej energii. Dlatego, kto ma zielone serce dalej w przyrodę. Ziemia czeka z darami.

      Kiedy odwiedzamy dęba Oriona, on śpi. To nocne drzewo połączone z kosmosem aktywizuje się, gdy nad nim niebo pełne gwiazd. Dąb Orion wybrał sobie piękne miejsce na skraju pól. Raczy nas przecudnym zachodem słońca i sporą dawką komarów ;) Do następnego punktu wyprawy, czyli księżycowej alei mamy spory kawałek drogi. Sebastian prowadzi przez miasto. Zaliczam rowerową wycieczkę krajoznawczą. Droga do drzewnej alei jest przyjemna w wieczornej aurze zachodzącego słońca. Pedałując, z wiatrem we włosach, czuję się radosna i w przygodzie.

      Jesionowa Aleja, Dusza Ziemi i Drzewo Serca

      Kiedy przyjeżdżamy na miejsce jest już ciemno. Mój przewodnik chciałby chyba pokazać mi zwierzęce misterium, prowadząc w pole na posiadówkę. Jednak ja czuję, że musimy iść. To jest bardzo silne. Nie mogę usiedzieć w miejscu. Sebastian wydaje się być nieco rozczarowany jednak spełnia moją prośbę. Ruszamy w dalszą drogę drzewną aleją. Bardzo silnie odczuwam żeńską energię Ziemi. Moją uwagę przykuwa doświadczenie niezwykłego zapachu. Jest bardzo gęsty, zmysłowy, ziołowy, z wyraźnie wyczuwalną nutą rozkładu; ciężki, przyjemny, przyciągający. Zapada w człowieka bardzo głęboko na wszystkich poziomach. Intryguje mnie. Pytam Sebastiana co to za zapach. Twierdzi, że to gnój, ale ja znam zapach gnoju. To nie to. To coś innego. Dopiero za dwa dni uświadamiam sobie, że w jesionowej, prastarej alei, która zdaje się wieść do innych czasów i wymiarów (oboje z Sebastianem mamy wizje) poczułam zapach Duszy Ziemi. Nigdy tego nie zapomnę. Choćbym była już w innych Wszechświatach. Ten zapach odbił się niezatartą pieczęcią we mnie. Słodki to ciężar.

      Idziemy w ciemności otoczeni zielnym zapachem. Jest bardzo magicznie i wielowymiarowo. Prastara energia otacza nas. Drzewa jak duchy, tak materialne jednocześnie. Są lipy, wierzby, klony, jesiony, mnóstwo pomniejszych drzewek i krzewów. Kiedy w szpalerze robi się prześwit na równiny pól i rozgwieżdżone niebo, docieram do kresu mojej wędrówki. Przed nami Klon Kostur, którego kształt korony przypomina ludzkie serce. To on wołał na polu. W towarzystwie głogu – przestrzeń serca i dzikiej róży – ustanawianie granic, klon wita nas sypiąc obficie nasionami i gałązkami. Nie wiem wtedy jeszcze, że spotkałam drzewną wersję siebie samej.

      Dzieje się magia. Z drzewem wytwarza się silna, bardzo głęboka więź. Klon ściąga mi na dzień dobry złudzenie dualizmu życia. Mówi: przyjmij życie takim, jakie ono jest, przyjmij z pięknym i trudnym, bo taką ma naturę. Klon doskonale to wie. Jego korona była kiedyś ścięta i odbiła na nowo w kształt serca. Klon. Drzewo radości i słodyczy życia. Obdarzy cię wesołością istnienia i ukojeniem serca.

      Przychodzi świadomość: Dąb Krzesimir był dla Duszy. Spotkanie z klonem Kosturem jest dla mnie. Tutaj nie sposób opowiedzieć co się zadziało. Nigdy nie czułam takiej miłości, opieki, wsparcia i ochrony, jak od tego drzewa. I tak już zostało. Niezwykłe to. Niewiarygodne. Żadne inne drzewo nie zamanifestowało się tak materialnie. Przy bezwietrznej nocy Kostur rzucał co chwilę coś z korony, potwierdzając nasze pytania i uczestnicząc aktywnie w rozmowie. To takie drzewo, które gdyby mogło, wyjęłoby korzenie z ziemi i zaczęło chodzić. On bardzo chciał pokazać się nam materialnie, ponieważ rozumie, że my, ludzie, tego potrzebujemy. Nasze oczy potrzebują zobaczyć. Jak byśmy to przyjęli?

      Ty lepiej, kochany klonie, zostań w swoim bezpiecznym miejscu.

      Spędziliśmy w objęciach drzewa wiele czasu. Pokochałam je całym sercem. Tyle w nim czułości i troski o ludzi. Patrzyliśmy na nocne pola, oświetlone gwiazdami. Patrzyliśmy w połączeniu na to, co widzi On. Raczył nas swoją przestrzenią, żartował, dzielił się i gościł jak mógł, bardzo się przy tym ciesząc. To było wzruszające i do szpiku głębokie. Wielkie połączenie ze wszystkim i we wszystkim. Wszechświaty tu w człowieku i jego drzewnym przyjacielu.

      Jestem innym tobą mruczał klon, a ja czułam, że niczego mi więcej nie potrzeba i mogło by tak zostać na zawsze. Minęło ledwo kilka dni, a tęsknię ogromnie.

      Rozumiem już ludzi, którzy przyjeżdżają trzysta kilometrów by powrócić i odwiedzić drzewa zaprzyjaźnione u Sebastiana. Wiem jaka siła ich tu przyciąga. Pojadę kiedy znów do drzewnej alei spotkać klonowego przyjaciela i zanurzyć się w Duszy Ziemi. Zacznę też poszukiwać drzew do kontaktu u siebie. Dary, które one dla nas mają, są wielkim skarbem i wielką wiedzą. Drzewa i naród kamieni to twardy dysk pamięci Ziemi, a woda to łącza do przepływu informacji pomiędzy królestwami i mieszkańcami Ziemi. Do tego wszystkiego mamy dostęp z przestrzeni serca. Tak było pierwotnie.

      Po powrocie z wędrówki, do trzeciej w nocy siedzimy na krawężniku i rozmawiamy. Jest ciepła, letnia, rozgwieżdżona noc, towarzyszy nam muzyka z festynu. Rozstajemy się w radości. Granic i czasu nie ma. Jak mówi Dusza Sebastiana: to było spotkanie między wymiarami, wydobyte z pętli czasu, zaistniałe z garści chaosu, w tymczasowym pobycie na planecie Ziemia.

      Kiedy następnego ranka jestem już w pociągu do Poznania, nie mogę powstrzymać łez. Drzewa się żegnają. Konduktor patrzy z zainteresowaniem, a mi jest wszystko jedno, że widzi mój płacz. Nigdy nie zapomnę drzewnej przygody jaką było mi dane doświadczyć. Wracam innym człowiekiem.

      Dziękuję. Życie jest magiczne.

       

      Opowieść kończę przytaczając jeszcze raz prośbę drzew i Matki Ziemi: powiedz ludziom, powiedz koniecznie, że jesteśmy czującymi, żywymi istotami i że bardzo pragniemy istnieć w ich życiu. Dlatego kto ma zielone serce, niech idzie do drzew nawiązać kontakt. To żywe istoty obok nas. Pomoce, silne, wyposażone w dary Mamy Ziemi. Ona wchodzi w kolejny cykl zmian, czego już doświadczamy. To będzie niełatwy czas dla ludzkości. Niełatwy czas dla przyrody. Aby przetrwać go najlepiej jak to możliwe, potrzebujemy schronić i zjednoczyć się z naturą, a nie traktować ją jak władcy. Jak wielką szkodę sobie robimy, tego jeszcze nie wiemy. Potrzebujemy sadzić drzewa, a nie je wycinać, potrzebujemy współistnieć z wodą, z ziemią a nie okiełznywać ją. To i tak na dłuższą metę nie jest możliwe. Przyroda pomoże nam przetrwać. Miejmy tego świadomość. Aby mogło się to zadziać, potrzebujemy się zjednoczyć. Uczmy nasze dzieci dbać o naturę, kontaktować się z nią jako ze świadomą i żywą przestrzenią ciała Ziemi. Niech będzie dla nich naturalna nasza wspólna więź. Tak żyliśmy pierwotnie. Dziś jesteśmy w odcięciu i nikomu to nie służy.

      Drzewa nas wołają, Ziemia woła. Aktywizujcie się, szukajcie kontaktu, wśród drzew dojrzałych, dorodnych. Drzewne dzieci i młodziki zostawiajmy w spokoju. Nasza zaburzona energetyka może je krzywdzić. Do pracy najlepiej wybrać drzewo, którego już nie jesteśmy w stanie objąć ramionami. Takie jednostki są silne i dojrzałe. Pamiętajmy też o tym, że w świecie przyrody jesteśmy gośćmi póki co, zatem trzeba być w szacunku i zawsze zapytać o pozwolenie. Nie wszystkie drzewa życzą sobie interakcji. Co mnie wcale nie dziwi. Kolektywnie mamy w sobie spory bałagan.

      Ja ruszam w naturę szukać kontaktu z drzewami. Życie jest drogą. Istnienie jest podróżą. 

       

       

      Dziękuję Ci Sebastian i Duszy Twojej za waszą przestrzeń i za wasze dary. Za pięknie wprowadzanie w świat przyrody. A ty drogi czytelniku także poszukaj swojej przestrzeni przyrody. Masz do tego wszystkie narzędzia, ponieważ już jesteś pełnią. Bóg stworzył cię doskonałym. Gdybyś jednak potrzebował wsparcia, Sebastian i jego Dusza pięknie się sprawdzą jako przewodnicy i inicjatorzy.

       

       

      O działalności Sebastiana i jego Leśnej Duszy poczytasz na ich blogu Szepty Kniei.

      Gospodarstwo agroturystyczne, gdzie można zamówić noclegi TUTAJ.

       

      Na zdjęciu drzewo i człowiek, czyli ja i dąb Krzesimir. Kadr upolował Sebastian.

      Wszystkiego drzewnego dla nas.