Naturalnym (źródłowym) stanem Duszy jest radość istnienia.

Odcienie życia: ból Duszy.

Kiedy spotykam się na sesji z nią, zastaję jej Duszę w kuchni przy gotowaniu. Miesza coś w garnkach. Jest nieuprzejma, odwrócona plecami. Nie chce rozmawiać. Odpowiada chłodno przez ramię, nie odwracając głowy. Zdaje się być niezainteresowana sesją.

Cóż za brak uprzejmości - myślę sobie, choć dobrze wiem, że Dusze nie zachowują się zwykle w ten sposób.

Na prośbę, by zechciała wykazać zainteresowanie, Dusza odpowiada milczącą ignorancją. Rozmawiamy z człowiekiem mimo to. Mam nadzieję, że uda się Duszę "rozbroić" do końca spotkania. Wiem, że zablokował ją ból.

Kiedy gotowanie dobiega końca, Dusza nalewa do talerza czarno-brunatną ciecz, przypominającą zupę. Stawia na stole i zasiada do jedzenia. Mówi, że to dla niej i dla jej człowieka. Emanuje rozpaczą, rezygnacją, buntem i złośliwą ironią. Pyta z przekąsem czy mam ochotę się poczęstować. Odmawiam. Kiedy patrzę na zawartość talerza, czuję odrzut i głęboką niechęć, pomieszaną z mdłościami. Wciąż dobrze pamiętam zawartość naszego gara doświadczeń.

Dusza siedzi nad zupą, chowa twarz w dłoniach. Wybucha płaczem. Nie chce jeść, a musi. Co jest w talerzu? Ziemskia droga.

Patrzę. Czuję jej obrzydzenie i granice wytrzymałości. Nie mogę się oprzeć zestawieniu sytuacji z boskością Duszy. Jest w tym coś mistycznego. Odpowiadam: nie musisz tego jeść kochana. Wywal do zlewu. Dusza zrywa się w furii. Trzepie talerzem o ścianę, porywa gar z zupą, ciska na ziemię. Jest wściekła, szaleje. Wszystko niszczy, miota się, krzyczy, płacze, przeklina ziemski świat.

Mogę tylko patrzeć ze łzami w oczach. Pierwszy etap pomocy: pozwolenie na wysycenie emocji. Pytam moją Duszę: pomożesz? Kiedy Dusza człowieka się uspakaja. Moja Dusza podchodzi i rozświetla jej w sercu Bożą Iskrę. Na głowę nakłada wieniec z gwiazd. Trzeba uspokoić rozszalałą głowę. Trzeba ukoić poorane serce. Trzeba przypomnieć Duszy o jej boskości. W trudzie ziemskiej drogi, przysypana kurzem doświadczeń zapomniała o tym. Przestała widzieć światło Boga w sobie. Tak odbywa się pierwszy etap wsparcia.

Kiedy Dusza upuszcza wściekłość, przychodzi czas na szczere łzy. Gdy nie musisz walczyć, otwiera się w tobie miękkie. Gdy opuszczasz gardę, ukazuje się prawdziwe, delikatne oblicze, niewinne, bezbronne niczym narodzone dopiero dziecko. Dusza siada do stołu i z buntu rodzi się wielki żal, na który trzeba sobie pozwolić. Rodzi się słabość i delikatność, na którą trzeba sobie pozwolić. Dusza płacze długo, prawie całą sesję. Płacz przechodzi różne fazy.

W momencie, gdy łzy wściekłości przeradzają się w łzy słabości, następuje uwolnienie blokady doświadczeniowej. Ramiona i plecy Duszy drgają co chwilę wzruszane falami głębokiego szlochu. Trzeba pozwolić na to, by żal się wysycił. Zostawiamy Duszę popłakującą, ale spokojną. Może człowieka przestanie w końcu boleć całe ciało.

 

Wiecie jak uzdrawia się taką Duszę? Czułością. Czu-ło-ścią.

Pracą dla wcielenia na najbliższy czas jest utulanie Duszy, dawanie jej miłości i wsparcia, po to, by na powrót obudzić i utrwalić w niej radość istnienia, pamięć światła Boga i chęć do drogi.

Dzień później dostaję wiadomość, że jest poprawa. Kiedy Dusza zacznie się znowu śmiać, będzie dobrze.

 

Rozpieszczajcie się bezczelnie i ile wejdzie. Bądźcie dla siebie dobrzy. Bądźcie dla siebie czuli.

Życie w swych podstawach jest radością.

Życie warte jest zachodu.

 

Jesteście bohaterami Dusze. Każda, bez wyjątku i w jakimkolwiek momencie drogi.

Nie zapominajcie o tym. Nigdy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Poczytaj także:

Iskry Boga.

Źródłowe imię Duszy, czyli boskie DNA Duszy.

Droga Duszy: trudna Ziemia.

Bóg i Dusza w ziemskim doświadczeniu.