Menu
zen ulicy

Miałam okazję zestawić się z mistrzostwem typu zen, czyli wypracowanym w drodze medytacji i praktyk duchowych. Poczułam się chaosem.

Interesujące lustro: u mnie mieszanka życiowych odcieni, od lekkości do ciężkości – takie żywe spektrum aktywnego człowieczeństwa. U drugiej osoby nieporuszona tafla jeziora, pod którą zamknięte jest wszystko, co ludzkie. Głębiej nie wchodziłam. Po pierwsze nie było potrzeby, po drugie wydaje się, że dostęp do tego był raczej zamknięty. Nie w sensie, żebym kogoś oceniała. Szanuję królestwo drugiej osoby (nie wchodź, gdy nie jesteś proszony) i szanuję swoją przestrzeń.

Choć spotkanie bardzo przyjemne, przyznam szczerze, że poczułam się jak oszołom ze swoim kipiącym żywym garem człowieczeństwa, dodatkowo w stanie aktywnej transformacji. Pomyślałam: to tak wyglądam po dziesięciu latach wewnętrznej drogi?

Każdy ma to, co wybiera

Ruch życia, kontra bezruch zen. Bardzo interesujące zestawienie. Co wybieram? Zdecydowanie ruch. Stany zen nie są dla mnie. Dobrze, że bywają, bo są przepięknym odniesieniem. Jednak bezruch życia zanudziłby mnie. Stan zen mam w Osi Istoty, w Boskim Pionie. Jest on niezależny od okoliczności życia i orbit człowieczeństwa. Pozwala mi być obserwatorem. Jest jak wewnętrzna latarnia, która zawsze świeci w podróży życia. Mam ją w sobie, dokądkolwiek pójdę, taka osobista nawigacja. To wystarczy, dla mnie to podstawa.

Zdecydowanie wolę ruch i dynamiczność podróży życia. Może wynika to z tego, że moja Dusza jest stosunkowo młoda, więc naszym przeznaczeniem jest ruch i ewolucyjne podróże. Dusza aktywnie uczy się Boskiej Kreacji i swojego istnienia w niej. Stany zen, to już raczej Dusze starsze, które wiele ścieżek przeszły, dużo się nauczyły. Funkcjonują, działają na innym poziomie. Można to porównać do faz ludzkiego życia - dzieciństwa pełnego zabawy, szalonej młodości, produktywnej siły wieku i dojrzałej starości, gdy raczej wolimy siedzieć na ławeczce pod domem i przyglądać się jak inni biegną.

Dusza uśmiechając się szeroko, na moją ludzką reakcję wobec lustra zen, przypomniała zdanie jednego z niedawnych wpisów na blogu: Duszy zawsze bardziej zależało na umiejętności świadomego bycia tu, niż osadzaniu się w stanach oderwanego oświecenia, ponieważ życie trwa, przynosi i będzie przynosić niespodzianki.

Zen Duszy, Zen Ulicy, Zen Życia

Myślę, że to, w jaki sposób Dusza przeprowadza nasz rozwój i dojście do samoświadomości, w dużej mierze zależy od jej statusu na Ziemi. A jest to status ucznia, badacza, poszukiwacza. Status aktywnego podążania, czasem ryzykownego, bo związanego z zapuszczaniem się w różne rejony Ziemi. Dusza jest ambitna, żywiołowa, odważna, witalna i zawsze śmiejąca się. To zdecydowanie nie jest staruszek siedzący pod domem przyglądający się podążającym. Jak gdzieś trzeba, to ona zawsze pierwsza. Jak trudne zadania, też jej nie brakuje wśród chętnych, a jeśli są z tego jakieś profity, w sensie możliwości zdobycia ciekawych doświadczeń i umiejętności, zabłyśnięcia, to tym bardziej. To Dusza o silnej woli, potrzebie niepodległości, czasem buntująca się. Dusza lubiąca nowości i wyzwania. Zdecydowanie nie jest to dla niej etap praktykowania stanów zen.

Nie znaczy się, że go nie znamy. Jednak od samego początku Duża dążyła do wypracowania tzw. aktywnego stanu medytacji. Czyli scentralizowania ze sobą i w sobie w toczących się okolicznościowych życia. Bo gdy zdarzą się nieprzewidziane okoliczności – jak to na Ziemi, będziemy mogły, ja będę mogła sobie poradzić, ponieważ zostały wypracowane wewnętrzne narzędzia ku temu. Bo rozpoznałam siebie w człowieczeństwie i umiem tym zarządzać. Bo Dusza wytłumaczyła i nauczyła zasad ziemskiej gry. Pokazała Boga, jako źródłowe odniesienie. Nauczyła patrzeć w człowieczeństwie i ponad nim. Bo wreszcie dokonała integracji, czyli uporządkowała energie ziemskich doświadczeń, tak by one nami nie kierowały (wolność). I tak oto uprawiamy mistrzostwo świadomego życia wypracowanego na ulicy, czyli w toku życia. Dusza poznała świat do dna, uświadomiła go człowiekowi, dlatego nie boimy się jego fal. Co nie znaczy, że nie mamy szacunku, czy nie trzymamy pionu, wiedząc w jakiej rzeczywistości żyjemy.

Tamta osoba rzadko wychodzi z domu do świata. Zapytała mnie: jak to jest, że ciebie słucha tyle ludzi? Myślę, że dlatego między innymi, bo rozumiemy z Duszą życie. Jesteśmy blisko z nim, zanurzone, połączone z Matką Planetą. Rozumiemy człowieczeństwo, jego piękno i trud. Rozumiemy ziemski dualizm, w którym Dusza nauczyła mnie poruszać się. Zrobiła to po swojemu i według osobistego rozpoznania. Dzięki temu rozumiemy kondycję i podróże innych. Potrafimy głęboko z drugim człowiekiem (z drugą Duszą) współodczuwać. Rozumiemy, bo też przeszłyśmy tę drogę i mamy to samo.

Wszyscy żyjemy w jednym kotle, choć każdy we własnej wersji. Różnie żyjemy i na tę różnorodność także powinna być akceptacja. Szukajmy wspólnych mianowników.

(Mała dygresja: mistrz typu zen, to knstrukcja energetyczna od człowieka do góry. Połączenie z ziemią do życia (uziemienie) słabe lub znikome. Jakie połączenie, taka manifestacja. Siła do przejawiania się w materii płynie od korzeni, od ziemi, przodków, uporządkowanego kompostu doświadczeń Duszy, a wyraża się przez ciało, które (krąg się dopełnia) należy do planety, jako czasowy depozyt wydany Duszy do podóźy tu.)

Każda pamiątka, każda blizna po Ziemi, jest trofeum, nie porażką

Mistrz Zwyczajny, jest Mistrzem Codzienności. Mistrzem ziemskiego życia.

Będziesz mieć dokładnie to, co uznasz za ważne w swojej drodze. To czemu, nadasz znaczenie. Gabinet luster, jakim jest aktualnie Ziemia, zadba o to z chirurgiczną precyzją. Taka gra, w której masz odnaleźć siebie. Warto mieć tego świadomość, gdy kreacja wzrasta.

Zen ulicy, to nic innego, jak odnajdywanie równowagi w przepływie życia. Oczywiście, zawsze wybiorę ciszę przestrzeni, ale będę umiała ją utrzymać, także wtedy, gdy okoliczności nie będą ciszy sprzyjały. I o to Duszy chodzi w rozwoju człowieka, bo to dla niej wolność doświadczania. Zen osiągnięty na ulicy, daje Duszy możliwość PEŁNI doświadczenia w jedności z życiem, którego człowiek jest naturalnym elementem. Oby był zjednoczony w sobie i z nim. Temu między innymi służy planetarna ewolucja: stwarza nam taką możliwość.

Więc praktyk, czy teoretyk życia? Ale to już co komu potrzebne. 

Ps. Jaki był sens lustra zen? Zaakceptować siebie.

 

 

Można się z Duszą przyjaźnić. Wówczas jej Ja i moje Ja, bardzo fajnie współgra, zapraszając do przygody życia w stanie MY.

Jest tyle do cieszenia się życiem.

Pozdrowienia

 

 

 

Na zdjęciu banyan (gatunek figi) który rozrósł się na chodniku w Hongkongu. Oto mistrzostwo życia.

 

Poczytaj także: 

Wewnętrzny Mistrz - Boska Pełnia w Tobie.

Boska/ Mistrzowska wersja ciebie.

Symbol Trójcy Świętej - jedność w Bogu.

Wewnętrzna Cisza - twoje osobiste wzniesienie.

Jeśli rozpoznasz siebie, rozpoznasz Boga, który w tobie mieszka.

Duchowa dojrzałość.

W podróży z Duszą: siódme niebo.