Z Agnieszką znam się około dwa lata. Już podczas naszego pierwszego spotkania wiedziałyśmy, że zobaczymy się u niej na sesji z kamertonami. Czekałam, kiedy będą do tego otwarte drzwi, czyli najdoskonalszy czas. On waśnie zaistniał.

kamertony - siła wibracji

Dusza powiedziała: idziesz dziś do lekarza od wibracji. I faktycznie tak było. Elektromedycyna (tak to się podobno nazywa) wpływa na materię, ponieważ żyjemy w świecie częstotliwości i wibracji. Wszystko jest w zasadzie tym.

Dostroić się do świata wibracji

Fale prześwietliły mnie do najgłębszych poziomów, otwierając energie i ciało na czucie świata wibracji. Rzadko chodzę do zewnętrznych źródeł, dlatego jeśli już, to warto o tym pisać, gdzie i do kogo Dusza posłała.

Wibracje i częstotliwości kamertonów pracowały na poziomie mechanicznym (odczuwalne w ciele jako realne drgania) elektromagnetycznym i elektrycznym. To już jest czysta matematyka i fizyka (także kwantowa). Na nich się nie znam, ale dobrze rozpoznaję świat energii i wibracji. Matematyka i fizyka (najprościej rzecz ujmując) są narzędziami do opisywania ich. Wszystko się ze sobą łączy i w sobie zawiera: ciało fizyczne, przestrzeń, w której się poruszamy i eter. Rozumiem go jako pole energetyczne, w którym zanurzone jest całe Życie. Wszystko ze sobą współistnieje i wynika z siebie, jest nierozerwalną całością, a my bytujemy na różnym poziomie w każdym z tych planów. Człowiek jest istotą o bardzo wielu piętrach.

Wróciłam do domu rozłożona do dna, otworzona na nowym poziomie, chyba tym najgłębszym, bo komórkowym. Sprawy działy się na poziomie kwantów i powiązań energetycznych pomiędzy nimi. Od dawna już wiem, że wibracje mają nieskończony zasięg, jak w efekcie motyla: niezatrzymane, będą podróżowały w nieskończoność, dopóki nie spotkają układu, który je przetransformuje lub rozproszy do innej formy. To musi być niesamowite, jak Bóg albo Dusza to słyszą, jaka to feeria dzięków, wibracji, drgań – od grubych, niskich, buczących, po lekkie delikatne, ledwo wyczuwalne. Fantastyczna sieć przepływającego Życia. Boska Muzyka. Wszechświaty grają, a my jesteśmy częścią tej melodii. Mogę to poczuć sercem. Fascynacja i wielkie bogactwo.

Kamertony - klucze do zdrowia

Kamertony rozłożyły mnie do podstaw. Pracowały na wielu płaszczyznach: od nawarstwień energetycznych, po poziom komórkowy organizmu. Rozbijały, rozpraszały, transformowały, uzdrawiały i nastawiały do źródłowych wzorców. W drodze doświadczenia mamy to wszystko solidnie poprzestawiane i zaburzone.

Zauważyłam pewną prawidłowość w pracy wibracji: najpierw wchodzenie częstotliwości, by poruszyć zastaną, zaburzoną strukturę, potem rozbijanie, uwalnianie, następnie nastawianie i uleczanie do źródowych stanów. Ciekawe doświadczenie: mocne i głębokie.

Obszary ciała i energii, które pracowały już bez zarzutu, wibrowały z kamertonami dostrajając się, dopełniając, współgrając przepiękną, czystą muzykę (wibrację). Aga była zachwycona. Ja odczuwałam to jako stan głębokiej harmonii, wpadający ostatecznie w ciszę (najwyższa wibracja). Agnieszka jest bardzo uważna (wrażliwa). Dokadnie wiedziała kiedy i jak długo pracować z daną częstotliwością. 

Kiedy położyłam się na łóżku, przy pierwszej wibracji kamertonu podstawy, ciało energetyczne przesunęło się lekko ponad ciało fizyczne i byłam dosłownie leczona. Jeszcze schodziły blokady z bramy serca (ta pracowała najmocniej, jako moje okno na życie). Połączone to było w całość z gardłem, oddechem, wyrażaniem siebie (moje na narzędzie do pracy) schodziły zapisy doświadczeń początków życia, gdzie miałam mocne problemy z oddychaniem. Powiązanie z córką, której rodowoprzekazałam obciążenia na gardle i oddychaniu. Uleczyła się towarzysząca mi latami rana doświadczeniowa zranień serca w ziemskiej drodze. Zeszła i ostatecznie uwolniła się niezgoda na Ziemię, na ciało, na ten świat, dzięki czemu narodziłam się dziś po raz trzeci - dla Matki Ziemi jako jej dziecko. Pierwsze narodziny w ciele fizycznym, drugie do drogi z Duszą, te - do bycia Dzieckiem tego świata. W tym czasie była także na chwilę Dusza Ziemi. Jak zawsze wówczas: wielkie wzruszenie i dużo łez.

Pogodziłam się wreszcie ze swoim ciałem, pogodziłam z byciem na Ziemi. Uwolniłam zablokowany podczas porodu oddech.

Agnieszka przepuściła przeze mnie spektrum wibracyjne od niskich dźwięków ziemi, po wysokie źródłowe częstotliwości. W tych czułam się jak w domu, ponieważ boskość jest naszą naturą, ale to częstotliwości ziemi wołały i pracowały we mnie szczególnie mocno. Wysokie harmonizowały i relaksowały, niższe i niskie transformowały i uzdrawiały.

Na koniec sesji Dusza zapowiedziała: a teraz uruchamiamy diamentowe struktury. Spodziewałam się kamertonu o najwyższych (anielskich) wibracjach, tym czasem Agnieszka zagrała cudnymi dzwoneczkami, które wprowadziły magię i lekkość, radość ziemskiego życia. Czułam się tak, jakby obsypywała mnie brokatem, słonecznymi energiami, magią Ziemi. To było piękne spotkanie.

Wróciłam tak lekka i otwarta na nowym poziomie. Z niezwykłą swobodą oddechu i serca. Ciało ostro pracowało na poziomie karku, serca, nerek (woda/ płyny w organizmie), stawów, miednicy. Stan rozłożenia na części pierwsze trwał około sześć godzin. Spałam, bo najlepszą formą regeneracji - jak dla mnie osobiście, jest sen. Potem wszystko zaczęło się składać w calość, poszerzone o nowy poziom. Cieszę się nową jakością oddechu i wewnętrznej lekkości, zanim się przyzwyczaję i przestanę to zauważać

Wrzesień jest dla mnie silnie transformujący. Każdy tydzień przynosi ogromne zmiany, a już Dusza zapowiada kolejne sensacje i przygotowania do kosmicznego kontaktu. Mam potrzebę Kochani mocno skupić się teraz na sobie, stąd mniej pisania i aktywności na fb.

W uważności zmian, które się zadziewają. One są dla mnie w tej chwili kluczowe.

Dziękuję, spotkanym Duszom, za ich talenty i za to, że możemy się nimi wymieniać, by nawzajem wspierać się w rozwoju, w drodze do boskości. To jest właśnie ten czas. Czas wymiany.

Jesteśmy jednością.

 

Ps. Pozwoę sobie na koniec zacytować Agnieszkę: "Kiedy Człowiek sobie pozwoli popłynąć w podróż, w której przewodnikiem jest Dusza i Ciało zadziewa się ta magia, o której tak pięknie napisałaś. Przewodnikiem w tej podróży jest nasz Oddech, on przeprowadzi nas przez każdy impuls w Ciele.

W naszym Ciele wszystko jest zapisane, każda emocja, która osadzona od lat gryzie nas od środka. Kamerton jest jak latarka (cudne!), oświetli, Ciało pokaże, jeśli dołożymy oddech - zadziewa się."

Czyli otwartość i zaufanie, gotowość do stawiania się do siebie jest kuczem. Jak zawsze ;) 

 

Agnieszka Kocot rozpoczyna drogę swojego ziemskiego powołania. Zajmuje się na ten moment (bo to się rozwija) medycyną ciała: muzykoterapią, kamertonami (praca na poziomie komórkowym), stawia bańki klasyczne (szklane) i ogniowe, miedziane (rozstawy na choroby układu oddechowego, rwę kulszową). Dalej: masaż kręgosłupa bańką ogniową, świecowanie i konchowanie uszu, litoterapia (praca z kamieniami) joga da dzieci i dorosłych. Zakres jak widać jest szeroki. Agnieszka przyjmuje w ośrodku Bhakti Shala w Gdańsku, przy ul. Orzeszkowej 14.  Można się z nią kontaktować przez profil na facebooku. Nie bałabym sobą, gdybym nie wspomniała, że Agnieszka podąża świadomie ze swoją Duszą.

 

Przekonałam się dziś, że kamertony to klucze do zdrowia. Balansując energie, wspomagają organizm w procesie samoleczenia. Nasze organy wibrują przecież określonymi częstotliwościami. Chodzi o to, żeby je dostroić do ich naturalnych parametrów enegetycznych. Zadziewa się wtedy uzdrawianie, uwalniają się mechnizmy naprawcze organizmu. Ciało zawsze dąży do homeostazy, poniewaz jest doskonałe. Zadziwia mnie także tempo jego regenaracji.

 

Korzystajmy z darów i talentów innych Dusz. Jesteśmy tu po to, żeby sobie pomagać na wzajem wzrastać.

Dzielmy się sobą.

 

Pozdrowienia serca.