Jeśli dojdziesz do ładu z własnym wnętrzem, wówczas to, co zewnętrzne samo się ułoży. Rzeczywistość pierwotna tkwi wewnątrz, a zewnętrzna jest wobec niej wtórna. / Eckhart Tolle

 Rozwój, a świat zewnętrzny.

foto: Dave Reynolds

I to jest prawda w moim doświadczeniu. Dochodzisz w drodze do takiego momentu, gdy stajesz się obserwatorem siebie i swojej drogi życia. Światło i cień idą w życiu w parze. Dzięki temu dzieje się nasz rozwój. Trudne wydarzenia, trudne poziomy w nas, są w istocie rzeczy przestrzeniami, które powodują nasz rozwój. Mamy emocje i mamy myśli, i tak zostanie. Chodzi o to, by stać się przeżywającym i obserwującym siebie jednocześnie.

Nasze emocje, nasze myśli są jak chmury na niebie, które wciąż płyną - trochę wiatru i po wszystkim. Sztuka dystansu. Lub: emocje są jak fale rozbijające się o brzeg. Niebem jesteś ty, lądem jesteś ty. To jest stałe, reszta jest przepływem. Bądź tego świadom. Zdystansuj się, a staniesz się wewnętrznie wolny będąc przepływem i stałą jednocześnie. Jest to stan scentralizowania w sercu i umyśle, który się osiąga na pewnym etapie wewnętrznej wędrówki i nad którym nieustannie trzeba pracować w przepływie energetycznym biegu życia, czy codziennych spraw.

Do przemyśleń i wpisu zainspirowały mnie obserwacje ostatnich dni, gdzie przychodzą przestrzenie pokazujące rozłam pomiędzy światem starego systemu, a rodzącym się właśnie nowym. To nowe zaczyna być już jasno widoczne w przestrzeni kolektywnej zastanych układów i struktur, w których funkcjonujemy. Można się w tym pogubić, jeśli nie widzi się osi wewnątrz siebie. I to jest zupełnie naturalne. Ma prawo tak być w świecie snu i w czasie przetasowań energetycznych. Bądź dla siebie wyrozumiały. Obierz cel i konsekwentnie się go trzymaj, aż nowe nie stanie się twoją wewnętrzną rzeczywistością, a potem nie przejawi się w życiu materialnym w Tu i Teraz.

Warunki do rozwoju

Wiele osób pisze czy opowiada na sesjach, że nie ma sprzyjających warunków do rozwoju, ponieważ rodzina, sytuacja domowa, finansowa, zdrowotna, praca zawodowa, znajomi, powiązania życiowe nie stwarzają im do tego przestrzeni.

Chciałam dziś opowiedzieć i pocieszyć, że na początku było tak także i u mnie. Sama sobie nie pozwalałam na rozwój,  myśląc dokładnie w ten sam sposób: nie mogę się rozwijać, ponieważ nie mam do tego przestrzeni. Bałam się, że inni nie zaakceptują moich zmian. Bałam się porzucić przywiązania do systemowych ram. Bałam się wyjść w nieznane, puścić to, w czym do tej pory funkcjonowałam i w czym nie czułam się może zbyt szczęśliwa, ale w miarę bezpieczna. Było we mnie wtedy wołanie, że buty, w których chodziłam do tej pory są już za małe i czas na coś nowego. Nie chciałam tych butów zdjąć. Pewnie byłabym tego nie zrobiła, bo lęki i ramy były bardzo silne, gdyby nie stymulacja, wsparcie, prowadzenie, opieka i siła od Duszy.

Dziś po latach wiem, że sama bym sobie nie poradziła. Po pierwsze nie znałam kierunku, po drugie, to było zbyt wielkie bym mogła sama to przejść czy znieść. Wciąż pamiętam swój wielki strach, który nie schodził z warsztatu pracy przez pierwsze półtora roku. Przeróżne odsłony, wiele warstw z tego życia, poprzednich, z rodu, z systemu. Wciąż to pamiętam i wciąż pamiętam wewnętrzne zniewolenie, które sama pielęgnowałam. Z niewiedzy i ze strachu właśnie.

Kiedy patrzę na początkowy etap mojej drogi z Duszą już z dystansu, widzę, że był on wtedy bardzo trudny dla mnie, bo byłam mocno systemowa. Nie rozpoznawałam siebie w prawdzie, z powodu wielu warstw nagromadzonych doświadczeń/ energii, granic, zakładek systemowych, wewnętrznego paplania, dlatego było mi ciężko. Był stan wewnętrznego sztormu, a ja w samym jego centrum. Zauważyć go, w sobie, to już jest sukces. Dziś, jeśli dzieje się sztorm, stoję na zewnątrz niego. Mogę świadomie oglądać co przynoszą fale i podejmować odpowiednie decyzje o pracy z tym. Czasem trzeba coś zrobić, a czasem jedynie pozwolić falom przepłynąć i się rozładować. Dziś jestem świadoma. Z uwagą przyglądam się temu co we mnie i temu, co w świecie, co w otaczającej mnie rzeczywistości. Dzisiaj aktywnie pracuję ze sobą. Stan, który jest moją osią to wewnętrzny spokój wynikający z ciszy serca i umysłu. Czasem trzeba transformować, czasem przepuszczać, popracować - w dużej części z tym, co przychodzi ze świata zewnętrznego, ponieważ jesteś zanurzony w oceanie energetycznym i wchodzisz z nim w nieustanną interakcję. Czyli fale wciąż napływają i to jest podstawa życia.

Okulary życia

To, że widzę rzeczywistość w określony sposób, nie znaczy, że ktoś widzi ją tak samo. Widzi inaczej i tak powinno być. Przykład – relacja w wiadomościach z protestu antycovidowego i krytyka redaktora w związku z tym. Przytaczanie twardych faktów i sugestia, że protestujący powinni pójść na wolontariat do szpitali bez zabezpieczenia aby się przekonali, czy wirus jest spiskiem. Dwie strony - każda ma jakąś rację. Albo wściekły mąż, który rozwijającą się żonę posądza o wstąpienie do sekty, oskarżając, że zaniedbuje jego i rodzinę. Dwie strony - każda ma jakąś rację. Przyglądam się temu i mam poczucie, że racja jest pośrodku, bo każdy ma swoją. Złotym środkiem jest pozostawanie pomiędzy tymi biegunami.

Mój mąż reagował na początku podobnie. Do tej pory jest też tak, że jak gdzieś odfrunę, to mnie ściąga na ziemię. I ja to bardzo cenię. On jest moim ziemskim biegunem. Szanuję jego rady (nie zawsze wypowiadane w spokoju) i biorę pod uwagę. Na początku odbierałam je jako atak. Dziś słucham uważnie tego, co do mnie mówi. Decyzję oczywiście zawsze podejmę zgodnie ze sobą. To jest sztuka kompromisu.

W drodze rozwoju Dusza zawsze dbała o to, bym trzymała się życia. Utrzymywała równowagę pomiędzy rozwojem duchowym, a zanurzeniem w materii i prawach tego świata. To była sztuka balansu i to ona pozwoliła mi utrzymać kurs. Jak się wchodzi na źródłowy pływ serca i dotyka gwiazd, to potem jest trudno wrócić do ”glinianego” świata tu. Ale trzeba wracać, właśnie po to by był balans. Dlaczego? Bo żadna skrajność nie jest dobra i nie jest też stanem, który utrzyma się na zawsze. Jesteśmy jak wahadło: nieustannie wychylamy się od plusa do minusa, ponieważ na tym polega życie. Trzeba to zaakceptować.

Najpierw przeżywałam stany euforii, które domownicy znosili. Ciężko było mi wówczas zajmować się domem, codziennymi sprawami. Fruwałam nad ziemią. Potem były spięcia. Wpadałam w doliny emocjonalne i myślowe, by powolutku wewnętrzną pracą wygrzebywać się z tego, przepracowując to, co mi rodzina odgrywała. Chodzi wyłącznie o ciebie. Wszystko inne jest lustrem pokazującym ci ciebie samego. Je także trzeba wziąć pod uwagę.

Szybko wyciągnęłam wnioski, że to co przeżywam, niekoniecznie jest zrozumiałe dla innych. Bywało, że rodzina patrzyła na mnie z przerażeniem. Pewnego dnia mąż powiedział, że boi się, że mnie straci, a kiedy były zmiany fizyczne i niedomagałam, prosił by się badać. To bardzo pomogło otrzeźwieć. Zauważałam wówczas, że mój wewnętrzny świat nie jest ich światem i że potrzeba znajdować w całej sytuacji złoty środek. Nie byłam w stanie zrezygnować z drogi do siebie, bo to wielka przygoda, ale starłam się też funkcjonować tak, by rodzina nie czuła się zaniedbana i by się nie martwiła. Nie zawsze było to łatwe.

W drodze rozwoju moja głowa (jako wewnętrzne narzędzie) zintegrowana z odczuwaniem i nawigacją serca, nie raz pomogła mi podejmować właściwe decyzje. Do rozwoju często podchodziłam w sposób zadaniowy, logiczny. Tu się nic nie wyklucza, a wzajemnie dopełnia. Zintegruj głowę z sercem. Weź pod uwagę oba głosy i połącz je w całość, wybierając to, co jest dla ciebie dobre, co czujesz że cię karmi i rozwija. Pamiętaj także, by stać na ziemi twardo gdy dosięgasz gwiazd. Warto jest w drodze rozwoju nie popadać w skrajności, dbać o siebie, ale także realizować to, co jest twoim zdaniem w drodze twojej osobistej ścieżki życia. Każda skrajność, każda zaburzona równowaga będzie zweryfikowana. To są prawa energetyczne. Twarda, chirurgiczna sprawa, której podlegamy wszyscy bez wyjątku. (O prawach energetycznych poczytasz tutaj.)

Pomiędzy wewnętrznymi biegunami

Dusza prowadziła drogę tak, by ostatecznie stanąć pomiędzy białym, a czarnym, plusem a minusem w sobie, w stanie ponad biegunowością. Kiedy to się stało, przestałam mieć poczucie bujania. Stałam się obserwatorem wahań w sobie, rozumiejąc, że one są na zewnątrz mnie. Wewnętrznym domem jest przestrzeń harmonii. Reszta jest poza mną i jest doświadczeniem. Po to Dusza/ ty wyruszasz w podróż życia, by się w tym zanurzyć. To jest absolutna podstawa. Tak dzieje się rozwój Duszy/ ciebie: to nieustane podróżowywanie od światła do cienia, i od cienia do światła.

Pozostać w wewnętrznej osi, to się nie bić z tym, że kiedy wchodzę do sklepu czy do pociągu, muszę mieć maseczkę. Zakładam ją by nie kierować na siebie ludzkiej agresji. Takiego dokonałam wyboru i jest on dla mnie właściwy. Ludzie się boją, bo mają do tego prawo. Ja też się bałam i to jest ok. Rozumiem. Zakładając maseczkę dbam o siebie, o swoją przestrzeń energetyczną przede wszystkim, ale też dbam o spokój innych.

Kiedy wybije mnie z mojej osi, zadaję sobie pytanie: z czym walczysz człowieku? Uświadomienie sobie odpowiedzi zazwyczaj, jest powrotem do centrum, bo czasem trzeba jeszcze zrobić jakąś wewnętrzną pracę.

Często na początku miałam poczucie, że ograniczenia od innych, w moim wewnętrznym świecie pokazują mi mnie. Zorientowałam się też, że nie muszę głośno trąbić o tym, co przeżywam, choć to było głęboką potrzebą serca. Nie raz warto było milczeć w trosce o siebie, ponieważ jeśli coś nie mieści się innym w głowie, z niezrozumienia zazwyczaj wysyłają agresję - mało kiedy tolerancję. Robiłam/ robię swoje, starając się wypełnić pracą te przestrzenie, które są moim zadaniem w tym świecie. Czy to pole rodziny, przyjaciół, systemowe, zawodowe czy każde inne. Dziś jestem bardzo oszczędna w ruchach, rozumiejąc, że każdy płynie swoją łódką, a możemy służyć sobie dzieląc się doświadczeniem. Dbam o swoją energię. To naturalny stan. Rozumiem także, że drugi człowiek w swojej nieświadomości może mnie nazwać wariatką.

W drodze miałam takie poczucie, że rozkładamy siebie z Duszą na części, by ponownie się złożyć w nowej konfiguracji wolności. Wymagało to m.in. logiki i czucia serca. Połączenia tych dwóch aspektów do współpracy. Przewodnikiem była mi Dusza, bo sama nawet nie byłabym w stanie sobie uświadomić swojego wewnętrznego obłożenia, gdyby nie pobudka od Duszy. I słusznie: budzimy się z systemowego snu, gdy ona jest gotowa do drogi.

Nie znaczy to, że się nie wkurzałam, że nie mogę zrobić drogi w spokoju. Dziś jednak jestem wdzięczna polu rodziny, dzięki któremu nie poszybowałam jak balonik w niebo, by wiatry poniosły mnie gdzie chcą. Rodzina zakotwicza. Życie materialne zakotwicza. Doceńmy to i starajmy się dać z siebie wszędzie po równo, na tyle, na ile jesteśmy w stanie. Czasem też będzie tak, że odpłyniesz na chwilę, czy na jakiś czas, ale wracaj. Zawsze. Jeśli nie wrócisz, życie cię zweryfikuje.

Ludzie często piszą, że w rozwoju mają poczucie samotności. Nie mają się z kim podzielić swoimi przeżyciami, bo często są pionierami w polu rodziny. Dla mnie formą oddawania, tego co we mnie był/ jest blog. To tu mogę dać upust wewnętrznym procesom. Szybko okazało się, że to pomaga także innym. Tak przy okazji i z wielką radością.

Znajdź swoją przestrzeń

Znajdź własną przestrzeń do rozwoju, ona jest w wewnętrznych krainach, czyli w tobie. Ja ulokowałam drogę w Duszy. Znajdź przestrzeń do dawania upustu dla tego co w tobie. Z doświadczenia wiem, że to jest wielka przygoda odkrywania siebie, którą chciałam się dzielić z całym światem, by inni też weszli na drogę do wolności. Najbliższy mi świat jednak tego wcale nie chciał. I to też jest ok. Mój świat nie musi być (i często nie jest) światem drugiego człowieka. Starajmy się rozumieć siebie na wzajem i to, że jesteśmy w różnych momentach drogi. Jeśli to sen, to też ok. Nie trabię w około o tym, co przeżywam i co odkryłam. Z szacunku do siebie i do drugiego człowieka. Stworzyłyśmy swoją przestrzeń z Duszą. Jesteśmy i robimy swoje. Kto ma przyjść ten będzie.

Dla jednych jestem wariatką, dla innych objawieniem i tak to jest. Gdybym zobaczyła siebie pięć lat temu, napewno bym nie uwierzyła.

 

Ps. Kilka dni temu zadałam Duszy pytanie: czy z moim mężem utrzymamy się razem. Po powrocie ze spotkania Dusz, będąc na bardzo wysokich wibracjach, w całej ostrości zobaczyłam nasze (pozorne) rozjechanie energetyczne. Oboje jesteśmy w zupełnie różnych miejscach. Mój mąż dopiero rozpoczął drogę i wygląda ona zupełnie inaczej od mojej. Dusza powiedziała, żebym się nie martwiła. Dusze się umówiły na wspólne bycie i tak będzie. Po czym zbalansowała energie, haj opadł i wszystko się pięknie zrównoważyło.

Dlatego także jest potrzebny balans i równowaga: abyś mógł TU po prostu ŻYĆ.

 

Życie jest balansem, sztuką utrzymywania równowagi.

Gramy tu Kochani życiowe, ziemskie role, ale jesteśmy przede wszystkim Gwiezdnymi Podróżnikami w drodze Istnienia.

Byłeś, Jesteś, Będziesz Mistrzu w Drodze. 

 

 

 

Na zdjęciu zjawisko bioluminescencji morza.

 

 

 

 

 

 

 

Poczytaj także: 

Ostatnie lustro: pragnienia serca.