Mam naturę obserwatora, lubię zamyślić się nad sensem życia. Ostatnimi czasy mam okazję obserwować różnice pomiędzy obecnością Duszy w mojej codzienności, a jej brakiem. Okazuje się, że jakość tych dwóch stanów rzeczy jest diametralnie różna.

Kiedy Duszy nie ma.

Od kilku dobrych miesięcy Dusza regularnie znika zostawiając mnie samą. Powraca po kilku tygodniach na krótko i znów leci. Czasy są intensywne i Dusze bardzo zapracowane. Trzeba mieć świadomość, że jako wcielenia jesteśmy jedną z wielu płaszczyzn działalności Duszy i, niestety nie mamy Jej na wyłączność.

Na początku reagowałam bardzo emocjonalnie na nasze rozstania, szczególnie, gdy Dusza zapuszczała się daleko i kontakt się urywał. Po kilku tygodniach ogarniała mnie tęsknota, która, przedłużając się, kończyła się solidnym dołkiem. Dziś jestem dużo stabilniejsza. Rozumiem także, że moja rozpacz przeszkadza Duszy, obciąża i osłabia Ją, toteż staram się utrzymywać swoje ciało emocjonalne w ryzach. Określiłyśmy sobie także kilka zasad związanych z rozstawaniem się. Ja trzymam się dzielnie, Dusza nie upłynnia się na dłużej niż miesiąc. Takie okresy nieobecności znoszę w miarę dobrze. Ustaliłyśmy także, że Dusza informuje mnie o czasie nieobecności, żebym się mogła odpowiednio nastawić.

Więc czekam cierpliwie na powroty Duszy i na wieści ze świata. Wtedy także dopytuję o procesy, które zadziały się u mnie. Opiekują się mną, jednak mój osobisty nawigator, to wiadomości z pierwszej ręki i sto procent pewne. Takie lubię najbardziej.

Więc kiedy Duszy nie ma, mam okazję obserwować zmiany w jakości mojego życia. Zmiany są subtelne, jednak mają ogromne znaczenie. To tak jakby jeść ziemniaki posolone lub nie. Niby to samo, jednak różnica w smaku jest ogromna. Nie samym chlebem człowiek żyje, choć wielu z nas tak robi nie mając Duszy przy sobie nieraz przez większą część swojego istnienia Tu. Dobrze jest kanapkę życia posmarować pachnącym masłem, świeżego twarogu dodać, ogórka chrupiącego położyć, a wszystko odrobiną soli i aromatycznym szczypiorkiem posypać.

Smaku dodaje życiu właśnie Dusza.

Kiedy Jej nie ma przy mnie, szybko zauważam, że tarcie rzeczywistości jest dużo większe. Gdy serce wypełnia obecność Duszy, rzeczy płyną niczym dźwięki w najpiękniejszej melodii. Lekko, płynnie, w cichym zachwycie przemykasz przez codzienność. Kolory są żywsze, zapachy intensywniejsze, ludzie przychylniejsi, ciało mniej boli. Przestrzeń nabiera głębi, wszystko jakby piękniejsze, doskonalsze, lżejsze. Życie zachwyca bardziej, sprawy dnia codziennego płyną łagodnie.

W życiu może być nieraz bardzo trudno, jednak jeśli jesteś w zgodzie ze sobą samym, Dusza jest w stanie wytrzymać bardzo wiele. Nigdy nie utraciłam Duszy, pomimo trudnego życia. Myślę że dlatego właśnie, ponieważ zawsze kierowałam się sercem. Nie potrafiłam inaczej. A jeśli tego nie robiłam dostawałam w kość jeszcze bardziej. Zawsze czułam, że cierpienie, którego doświadczam ma głębszy sens. Miałam także silne poczucie prowadzenia i niejasną pewność, że jest coś więcej niż to, co nam dane w rzeczywistości. W kłopotach często mawiałam: co mnie nie zabije, to wzmocni. Nie miałam wtedy pojęcia o duchowości ani o choćby ułamku tego, co wiem dziś.

Pewnego dnia Dusza powiedziała: dość. Doświadczyłam. Czas na prawdę. Czas na powrót. To było dwa lata temu.

Dzisiaj jestem innym człowiekiem.

 

Pięknie jest żyć, gdy nic nie musisz, za to wszystko możesz.

Jesteś solą mojego życia Duszo.