Zakończyłam proces oczyszczania. Rok i osiem miesięcy przewodnictwa Duszy i jazdy bez trzymanki - bólu emocjonalnego, ciała, zaglądania we wszystkie trudne doświadczenia, grzebanie w cieniu tego i poprzednich żyć. Było odkopywanie, odpinanie, oczyszczanie płaczem, akceptacją, snami, muzyką, oddechem, kryształami, afirmacjami, wizjami i wszystkim tym, co podsuwała Dusza.

Przepracowałam siebie.

Więc wszystko zostało przepracowane, oczyszczone zintegrowane, zaakceptowane. Więzy karmiczne rozpuszczone. Uwolniłam się od reguł ziemskiego doświadczania, jednocześnie będąc Tu. Jestem po drugiej stronie lustra. Nowa przygoda się zaczyna.

Co dalej? Odkrywam istnienie na nowych poziomach z perspektywy istoty świadomej. Dusza obiecała wielką przygodę, ale tak na prawdę dostałam już to, co najpiękniejsze i najważniejsze dla mnie: przyjaźń i wspólną drogę z Duszą, połączenie z wszechżyciem, jedność w Bogu, samoświadomość, obfitość i radość istnienia, moc serca. Poddałam się także woli Bożej, celom i zadaniom Duszy. Wszystko co się zadzieje po drodze niech będzie niespodzianką. Przyzwalam. Otwieram się na boskie przewodnictwo.

Pytanie: co to znaczy być „po drugiej stronie?”

Dla mnie to nic innego jak odzyskać świadomość tego, że jesteś istotą wielowymiarową. To także odkrycie osobistej, unikatowej wiedzy o Bogu i życiu. To istnienie w przestrzeni serca, we wspólnej drodze i zjednoczeniu z Duszą. To odkrycie wewnętrznego mistrzostwa, osobistej mocy, samoświadomości, wolności, obfitości istnienia. Uwolniłam się także od reguł ziemskiego doświadczania. Oczywiście wciąż pozostaję Tu i Teraz. Nie odcinam się od życia. Istnieję w nim na nowych zasadach.

Pytanie: jak się robi taki proces oczyszczania, przepracowania siebie?

Ja swój proces przechodziłam z Duszą. Myślę, że to jest jedyna, słuszna droga prowadząca wprost do celu. Wszystko, co zewnętrze może być Ci najwyżej pomocne. Nawigację drogi masz w sobie. Myślę także, że najważniejsze w całym procesie było moje PRZYZWOLENIE na prowadzenie Duszy i Serca. Od tego wszystko się zaczęło, bez tego nic by się nie udało. Co jeszcze? Trzeba było odrzucić wszelkie maski i stanąć wobec siebie nagim, szczerym do kości. Trzeba było zejść do swoich podziemi i zostać tam tak długo – sprzątać, porządkować, oczyszczać, aż uwolniło się całe światło ukryte pod zasłoną emocji, wyparcia, umysłu, wewnętrznej krytyki, niewiary w siebie, gniewu, lęku, frustracji, zmęczenia. Na końcu trzeba było to wszystko ukochać, przyznać się przed sobą samym do wszystkich trudnych emocji. Przyjąć je, zintegrować w dopełniającą się całość, a potem zaakceptować pewną podstawową prawdę: wszystko co we mnie jest doskonałe i istnieje na równych prawach.

Naturalnym efektem drogi przez własny cień była odradzająca się samoświadomość i światło dziecka bożego, które jednoczyły mnie co raz mocniej z Bogiem, z życiem, z Duszą. Wszystko dokonywało się przestrzeni serca, rozświetlając i rozwijając mnie na coraz to nowych, wyższych poziomach. W duchowym sercu mamy kryształ, a w nim zapisany boski kod światła – informację o osobistej, boskiej ścieżce przeznaczenia. To unikatowa wiadomość od Boga, tylko dla Ciebie i dla Duszy. Aby ją odczytać trzeba się nieźle napracować.

Pytanie: czy to znaczy, że nie pracujesz już nad sobą?

Pracuję. Jak najbardziej. Tylko na innych, nowych, można by powiedzieć kosmicznych poziomach siebie. Pracuję z perspektywy człowieka świadomego, istoty wielowymiarowej, suwerennej, wolnej. Uwolniłam się od reguł gry tego świata. Oczywiście nadal jestem Tu i Teraz, nadal życie mnie dotyczy w sposób zwykły i niezwykły zarazem. Kiedy zjednoczysz się z Wszechistnieniem Ono przyjdzie do Ciebie.

Jest jeszcze jedna rzecz niezbędna w procesie odkrywania siebie: DETERMINACJA, aby w tym wszystkim wytrwać i nie poddać się. Siłę w drodze do siebie samej dawała mi Dusza, a przez nią Bóg.

Aby Dusza i Bóg mogli Ciebie poprowadzić potrzebują Twojej zgody. Twoje TAK jest niezbędne wedle prawa wolnej woli, które jest jednym z podstawowych i niezaprzeczalnych boskich praw Wszechświata.

Kochani: wszystko się da, byle tylko uwierzyć swojemu Sercu, Duszy, Bogu, Życiu i się nie poddawać.

I tak to jest.